Temat publikacji Wikileaks, który chyba trochę przesadnie rozdmuchały nam media, wiąże się z dwoma zagadnieniami. Po pierwsze: wolność dostępu do informacji i swoboda ich publikowania. Po drugie: obejmująca najbliższe lata wizja czegoś, co możemy sobie nazwać cyber – wojną. Albo może trochę bardziej po polsku, wojną internetową. Zacznijmy od tej wolności i swobody informacji. Cała afera, w moim przekonaniu, odsłoniła konieczność udzielenia sobie, przez liczne rządy i ludzi sprawujących władzę, odpowiedzi na pytanie: czy Wikileaks (i ewentualnych im podobnych) należy ścigać i karać? Czy zapobiegać przy pomocy dostępnych władzy środków tego typu działalności, czy zamykać ludziom usta? Słowem: czy dopuszczalna jest cenzura? Wbrew pozorom, są pewne argumenty „ZA”.
o technologii niepoważnie