Jak donosi webhosting.pl (za The Inquirer), projekt OpenOffice przechodzi poważne zmiany. Jak zapewne niektórzy wiedzą, wszystko spowodowane jest tym, że firma Sun Microsystems, dotychczas projektowi matkująca, została przejęta przez Oracle. A szef Oralce podobno ani open-source, ani wolnego oprogramowania nie lubi. Wobec tej sytuacji osoby odpowiedzialne za OpenOffice postanowiły się czym prędzej od Oracle'a odłączyć, uniemożliwiając tym samym ukręcenie całej zabawie głowy.
Po szczegóły odsyłam oczywiście do źródła informacji. Dla nas ważne jest, że dla uniezależnienia projektu powołano nową organizację, The Document Foundation. Zmieniono także nazwę (prawa do starej zostają chyba w Oracle... jakoś tak to wygląda). Właściwie, powinienem tę notkę rozpocząć, mówiąc nie o projekcie OpenOffice, a o projekcie, noszącym dotychczas nazwę OpenOffice.
Zachowano open-source-owy charakter i niezależność dla jedynej naprawdę poważnej alternatywy wobec pakietu biurowego
Zła wiadomość jest taka, że nazwę zmieniono z całkiem dobrej na beznadziejną. LibreOffice – dziwnie się to wymawia.
No cóż, niekiedy niezależność ma wysoką cenę.
PS. Wnioskując z tego, co na temat przeczytać możemy w Dzienniku Internautów, sprawa nazwy nie jest jeszcze przesądzona. Wszystko zależy od Oracle. Ciekawe, jak zadecyduje firma?
