Tutaj napisano artykuł, którego sam tytuł aż zachęcił do przeczytania go. Następnie do przeczytania (przewinięcia...) komentarzy i w końcu do próby samodzielnego sprawdzenia, czy te fantastyczne rzeczy "działają i u mnie". W skrócie: autor rozwodzi się nad tym, że każdy człowiek, korzystający z danego komputera i danej przeglądarki w danej konfiguracji pozostawia po sobie zapis kilku danych, które przeglądarka wysyła do serwera. Te dane to np. lista zainstalowanych czcionek, mniej lub bardziej dokładna wersja systemu, czy przeglądarki. Cały show opiera się na historii jakiegoś dziennikarza, który gdzieś tam się niby ukrył i że niby była nagroda, a potem, po miesiącu znalazł go pracownik Microsoftu. Piękne. Żeby dreszczyk emocji był większy, ów dziennikarz używał sieci TOR , by zwiększyć swoją anonimowość. Zdradziła go jednak właśnie przeglądarka i jej "cyfrowy odcisk palca"...
o technologii niepoważnie