W polskim półświatku internetowym jest co najmniej kilku graczy o pozycji niekłamanych liderów, o których to graczach nie napisaliśmy jeszcze przypadkiem ani słowa. Być może dlatego, że ich obecność jest do tego stopnia oczywista, że są niezauważalni.
Tak przynajmniej jest w przypadku Gadu-Gadu. Dodajmy od razu: ta niezauważalność wcale nie sprawia, że gg jest także nudne. Wręcz przeciwnie, niestety. Wszyscy wolelibyśmy chyba, żeby tak trywialna rzecz, jak prosty komunikatorek internetowy, była nudna. Żeby sobie gdzieś tam, po prostu wisiała koło zegarka mała ikonka, powiadamiająca nas niekiedy dyskretnie o wiadomości od kolegi. Żeby nie zajmowała nas więcej, niż potrzeba; żeby – przede wszystkim – nie stała się przyczyną irytacji.
Ale nie. Tak być nie może i tak być nie mogło niemal od samego początku. Od czasu powstania tego wkurzającego odgłosu „zmiana statusu”, stawiającego na nogi pół domu, było tylko gorzej. Odgłosu nikt oczywiście nie wyłącza, bo po co? Przez Gadu-Gadu w żadnym pokoju dziecka neo nie zapanuje więcej cisza.
Z wersji na wersję coraz bardziej kuleje funkcjonalność. Coraz trudniej po prostu rozmawiać. Żal wspominać o dostaniu się do najprostszej opcji – tam gdzie kiedyś można było dotrzeć góra pięcioma kliknięciami, teraz trzeba się przekopywać przez udziwnione pokłady menu. Ale to pikuś – teraz niełatwo jest nawet posługiwać się listą kontaktów! Jeden przykład: wystarczy najechać kursorem nad ikonkę jakiejś osoby, a już wyskakuje nam okienko – przeszkadzajka. Lista kontaktów została popsuta. I dodanie wyszukiwarki (o dziwo, dobrze działającej) niczego tu nie zmienia.
Masa ikonek, bzdurnych napisów, niepotrzebna komplikacja banalnej (do tej pory...) czynności jak ustawianie opisu – wydaje mi się, że to wszystko projektowali sadyści, więksi nawet, niż ci od interfejsu użytkownika w telefonach Samsunga. Obsługa programu jest bardziej skomplikowana niż nawigacja w łodzi podwodnej.
Tak przynajmniej jest w przypadku Gadu-Gadu. Dodajmy od razu: ta niezauważalność wcale nie sprawia, że gg jest także nudne. Wręcz przeciwnie, niestety. Wszyscy wolelibyśmy chyba, żeby tak trywialna rzecz, jak prosty komunikatorek internetowy, była nudna. Żeby sobie gdzieś tam, po prostu wisiała koło zegarka mała ikonka, powiadamiająca nas niekiedy dyskretnie o wiadomości od kolegi. Żeby nie zajmowała nas więcej, niż potrzeba; żeby – przede wszystkim – nie stała się przyczyną irytacji.
Ale nie. Tak być nie może i tak być nie mogło niemal od samego początku. Od czasu powstania tego wkurzającego odgłosu „zmiana statusu”, stawiającego na nogi pół domu, było tylko gorzej. Odgłosu nikt oczywiście nie wyłącza, bo po co? Przez Gadu-Gadu w żadnym pokoju dziecka neo nie zapanuje więcej cisza.
Z wersji na wersję coraz bardziej kuleje funkcjonalność. Coraz trudniej po prostu rozmawiać. Żal wspominać o dostaniu się do najprostszej opcji – tam gdzie kiedyś można było dotrzeć góra pięcioma kliknięciami, teraz trzeba się przekopywać przez udziwnione pokłady menu. Ale to pikuś – teraz niełatwo jest nawet posługiwać się listą kontaktów! Jeden przykład: wystarczy najechać kursorem nad ikonkę jakiejś osoby, a już wyskakuje nam okienko – przeszkadzajka. Lista kontaktów została popsuta. I dodanie wyszukiwarki (o dziwo, dobrze działającej) niczego tu nie zmienia.
Masa ikonek, bzdurnych napisów, niepotrzebna komplikacja banalnej (do tej pory...) czynności jak ustawianie opisu – wydaje mi się, że to wszystko projektowali sadyści, więksi nawet, niż ci od interfejsu użytkownika w telefonach Samsunga. Obsługa programu jest bardziej skomplikowana niż nawigacja w łodzi podwodnej.
Albo inny patent. Przychodzi wiadomość – jakieś przypomnienie od gg, że mogę sobie włączyć cośtam (jakąś pocztę czy nie wiem). Na ikonce słoneczka miga kopertka. Od jakichś 100.000 lat było tak, że jak kliknąłeś w kopertkę, to odbierałeś wiadomość. Nie tutaj. Tutaj po 10 minutach ciężkich bojów dostrzegasz małą chmurkę z treścią wiadomości – i tam napis - link „Zamknij” tak mały, że aż boli ręka, kiedy próbujesz trafić.
Okno rozmowy – kolejna tragedia. Nie wspominam już o reklamach, bo niech sobie ci producenci programu na czymś zarabiają. Ale okienko przeładowane jest – podobnie jak kontakty – stertą niepotrzebnych ikon. Do tego zmiana kroju czcionki i koloru tekstu zwyczajnie kuleje. A dziwne, bo to kiedyś działało. Zaznaczam ja sobie tekst, daję Ctrl+I, coby go pochylić (przez 100 ostatnich lat tak się dało...), puszczam wiadomość: Enter. No tak, tekst poszedł pochylony, ale też pogrubiony i powiększony do rozmiarów średniej wielkości krowy. I oczywiście – tak piszę dalej. No dobra, „coś się pochrzaniło”, no to daję jeszcze raz Ctrl+I, coby proces odwrócić. I... nic. OK, no to szukam ikonki od czcionki – klikam, ustawiam, zatwierdzam... i znowu nic! Popróbowałem jeszcze kilku sposobów z zaznaczaniem i bez zaznaczania tekstu, z zaznaczaniem częściowym: i kicha. Po prostu nie da się nic zrobić, pisz sobie wołami i tyle. W końcu podziałało zamknięcie rozmowy i rozpoczęcie jej od nowa...
Masakra, jak mówią rzeźnicy.
Nie mogło być też tak, że program, którego zadanie sprowadza się do przesyłania przez sieć krótkich komunikatów tekstowych, wymaga od sprzętu śmiesznie niskich parametrów. O, co to to nie. Najnowsze gg żąda więcej niż Quake 3!.
Wiem: powiecie zaraz, że to jednak nie tylko przesyłanie komunikatów tekstowych, ale i cały obszar innych zadań – jak radio, wideorozmowy, śmery-bajery, których nikt wprawdzie nie używa, no ale jakby chciał, to by mógł.
Rozumiem to wideo, ale przecież najbardziej obciążają sprzęt wyświetlane przez program reklamy. Reklamy coraz większe, bardziej multimedialne – i coraz bardziej liczne. Kiedyś, kiedy program działał jeszcze jako-tako, wyświetlał się tylko pasek w okienku rozmowy, no i „Wiadomość dla użytkowników” raz na dwa tygodnie, kiedy odpalałeś kompa. Teraz, w samym okienku mamy więcej niż jedną reklamę, nie mówiąc o okienku kontaktów. W połączeniu z latającymi wszędzie gdzie się da (i w paru miejscach, gdzie się nie da) napisami, migającymi grafikami daje to oczywisty efekt. Wystarczy odrobina niedbalstwa programistów, by programik wymagał więcej niż (stara, bo stara, ale jednak) zaawansowana gra 3D. Strach pomyśleć, czego gg będzie wymagać, jak już będzie zawierało taką grę. A to, że w końcu będzie ją zawierało, uważam za pewne. Rozwój Gadu-Gadu, jaki dane mi było obserwować, polegał głównie na dodawaniu nowych możliwości, tj. wszystkiego co się dało od konkurencji wkopiować;-), tak więc rozmowy audio i wideo, radio, serwis społecznościowy, gierka internetowa... Dlaczego więc nie strzelanka? A że przy okazji produkt coraz gorszy...
No właśnie, oto zagadka: dlaczego gg jest do dupy i dlaczego z wersji na wersję robi się coraz gorsze?
Jest pewna koncepcja, która to wyjaśnia. Otóż, o ile wiem, popularność gg nie maleje, a może nawet rośnie. A ci, co rozwijają ten program i go promują, nie są pewnie głupi. Podążają zapewne za trendami na rynku. To znaczy – ludzie najwyraźniej chcą tego używać – i dostają towar dostosowany do potrzeb.
A dlaczego ludzie używają programu, który w każdej generacji jest gorszy, niż w poprzedniej? To już chyba zagadka na oddzielne rozważania.
