Przejdź do głównej zawartości

Rocznica początku Nowej Ery

W niepolskim kawałku serwisu Computerworld znalazłem wspomnienie o jednym z najsłynniejszych wirusów w historii internetu, a nawet komputeryzacji w ogóle. Chodzi oczywiście o robaka "I love You!", który mimo iż w sumie prosty, podbił świat w niesamowicie szybkim tempie. Powodem, według Computerworld, było głównie to że w tamtych czasach ludzie byli bardziej skłonni uwierzyć, że ktoś NAPRAWDĘ ich kocha, jeśli pisze o tym w temacie e-maila. Trudniej też namawiało ich się, żeby korzystali z firewalli, zresztą, niektóre Windowsy ich chyba wtedy w ogóle nie miały i trzeba było instalować oddzielny program, a to przerasta przecież możliwości przeciętnego pożeracza bajtów.

Był to też najbardziej medialny wirus, jakiego pamiętam. Już znacznie wcześniej widywałem w tv wzmianki o jakichś groźnych robalach, ale umówmy się: początek lat dziewięćdziesiątych to nie był czas, kiedy codziennie korzystało się z internetu. Tak po prawdzie to termin "sieć komputerowa" znaczył cokolwiek tylko dla wtajemniczonych, a taki jak ja, który miał do czynienia najwyżej z kalkulatorem, mógł sobie nawet uważać, że jak ktoś ma komputer, to od razu wiadomo, że w jakiejś "sieci komputerowej" jest. Cokolwiek to bycie w sieci miało znaczyć.

No właśnie, "I love You!" zaznaczył swoją obecność w zupełnie innych czasach, wtedy mianowicie, kiedy świat już dawno się zdążył do tej całej nowej rozpusty przyzwyczaić. W czasach, kiedy mówienie w tv o czymś takim, jak e-mail, było przynajmniej teoretycznie pojmowane przez większą część widzów. 

Jest jednak znacznie dziwniejsza rzecz. Okazuje się mianowicie, iż to wszystko zdarzyło się... już dziesięć lat temu! Nie wiem jak Wam, ale mnie się do tej pory zdawało, że robal "I love You!" ukazał się światu całkiem niedawno, góra trzy lata do tyłu. A tu: taka niespodzianka!

Nie chciałbym zakończyć tego tekstu na tak banalnej formułce, jak "Aaale ten czas leeeci, niesamowite!", chociaż, prawdę mówiąc, niewiele mądrzejszych wniosków przychodzi mi do głowy.

Spróbujmy jednak może. Otóż, gdyby się zastanowić, to wrażenie takie, że upłynęło nie 10 lat, a w gruncie rzeczy bardzo niewiele czasu, może być wywołane przez to, że od tamtego momentu... Nic się nie zmieniło.

Tak, to prawda, jesteśmy mniej naiwni, nie przesyłamy sobie już (tylu) łańcuszków na gg, nie klikamy w różne głupoty, a nawet jak klikniemy to zazwyczaj - "Baza wirusów została zaktualizowana" - nasz wspaniały spiracony program antywirusowy wytnie szkodnika w cholerę. Domyślny fajerłol w siódmym Windowsie nie chce przepuszczać nawet programów, którym "ufa", jeśli tylko się zaktualizują. Itp. Itd. I o to chodzi i o to chodzi. No tak, ale jeśli teraz zadamy sobie pytanie: a dlaczego tacy (bardziej) nieufni jesteśmy?

Otóż, to nic odkrywczego: właśnie dzięki takim wirusom, jak "I love You!" Bo takie są ciągle popularne, i przed podobnymi ciągle znajdujemy ostrzeżenia w najniższych rubrykach internetowych portali. I to właśnie ten miłosny robak ma tutaj palmę pierwszeństwa. To on rozpoczął pewną erę, która jeszcze się nie zakończyła. Erę wirusów, które użytkownik sam sobie włącza.

Pewnie sposobem "na wiadomość - przynętę" posługiwały się jakieś inne wirusy, wcześniej. Pewnie po nim powstało więcej bardziej zaawansowanych technicznie i nawet bardziej destrukcyjnych. Niektóre wirusy nie tylko szkodzą ale i np. tworzą botnety. Ale jako najbardziej znanego, najszerzej omówionego w telewizorniach, to właśnie robala "I love you!" uznać można za jakiś symbol i kamień milowy.

I za to właśnie powinniśmy go kochać.

Popularne posty z tego bloga

Sony ZAMIERZA zakończyć produkcję DYSKIETEK 3,5"

Sony podało arcyciekawą wiadomość. Otóż w tym oto roku  2010 A. D. zamierzają zaprzestać produkcji dyskietek, takich jak ta widoczna na obrazku. Tak, tak, właśnie takich co to mają 1,44MB pojemności i wymagają czytnika, którego na pewno nie spotkamy już w żadnym laptopie, a większość komputerów stacjonarnych ma w miejscu tegoż czytnika zaślepkę w kolorze reszty obudowy... A ostatni taki czytnik opuścił taśmę produkcyjną firmy Sony we wrześniu roku ubiegłego! I jeśli naprawdę Wam się wydaje, że pendrive'y opanowały świat, a zamówienie Zakładu Ubezpieczeń Społecznych na 130 tysięcy takowych dyskietek to ewenement w skali świata, to jesteście w błędzie. W roku 2008 jedna tylko firma Sony sprzedała takich dyskietek 8 milionów sztuk. I to jedynie w Japonii . A najlepiej sprzedającym się urządzeniem peryferyjnym okazał się czytnik dyskietek na USB. Co na to inne firmy? "We've been discussing the death of the floppy for 14 years, ever since CD technology first started comi...

Jak zainstalować OpenOffice 3.2? (DEB)

Jako, że nie wszyscy mają najnowsze OO w repo, a po drugie, nie każdy lubi badziewne brązowe okienko uruchamiania w ubuntu... To napiszę najkrótszy na świecie przewodnik jak to zrobić. Ku chwale gugiela! 1. Otwieramy konsolkę 2. Wywalamy starego śmiecia. Bez obaw - konfigi zostają na dysku. sudo apt-get remove openoffice*.* 3. Wypakujmy, zmieńmy nazwę folderu, dla przykładu teraz będzie /home/przemcio/office cd ~/office/ DEBS  4. Instalujemy... sudo dpkg -i *.deb  5. Na koniec zajrzyj człeku jeszcze do podkatalogu desktop-integration albowiem tam znajdziesz odpowiedź na pytanie czemu zniknęło officowe badziewie z menu i czemu pliki nie kojarzą tego pakietu... Hasta Luego!

Przełomowy Firefox 15 beta już dostępny!

Mozilla Firefox to przeglądarka której nikomu przedstawiać nie trzeba. Jednak od czasu jej wielkiego sukcesu jakim niewątpliwie było zdetronizowanie Internet Explorera upłynęło już sporo wody w Wiśle i czasy się zmieniły. Użytkownicy się zmienili, internet się zmienił, a problemy jakie stwarzał nasz lisek nie zostały rozwiązane przez te kilkanaście już przecież nowych wydań. Pojawiały się nowe wersje i w zasadzie prawie nic (z punktu widzenia użytkownika) się nie zmieniało. Przykład: przeglądarka potrafiła się zachowywać niczym Windows 98 zajmując kolejne megabajty pamięci RAM z każdą nową zakładką i wcale nie zawsze zwalniała pamięć po zamknięciu nawet wszystkich kart.