Był kiedyś, dawno temu, rozpowszechniany w internecie filmik. Nie pamiętam, czy jeszcze przed wypromowaniem Youtube, czy już po, w każdym razie czasy to zamierzchłe i nie wiem nawet, pod jakim zapytaniem googlować do tego materiału.
Bohaterem filmu był przypadkowy człowiek w tłumie. Tłum, drugi bohater, jest za to zupełnie nieprzypadkowy, ale o tym akurat bohater nr 1, nazwijmy go "Pan A", nie wie. Ukryta kamera pokazuje jak ów bohater idzie sobie zatłoczonym chodnikiem. Nagle, jak na komendę, wszyscy ludzie wokół niego kładą się prędko na ziemię.
Bohaterem filmu był przypadkowy człowiek w tłumie. Tłum, drugi bohater, jest za to zupełnie nieprzypadkowy, ale o tym akurat bohater nr 1, nazwijmy go "Pan A", nie wie. Ukryta kamera pokazuje jak ów bohater idzie sobie zatłoczonym chodnikiem. Nagle, jak na komendę, wszyscy ludzie wokół niego kładą się prędko na ziemię.
Pan A rozgląda się przestraszony wkoło, po czym, nie zorientowawszy się w sytuacji robi dokładnie to samo, co wszyscy wokół - kładzie się razem z nimi.
To właśnie było w owym filmiku najciekawsze - nie śmieszny numer, jaki zrobiono biednemu przechodniowi, nie to że się tak ładnie ludzie zorganizowali. Rzecz w tym, że człowiek wykonuje czynność absolutnie bezsensowną i niepotrzebną. Nikt nie wyjaśniał mu czegokolwiek. Nikt nie podał przyczyn, nie obiecał nagrody. Nikt nie stał za rogiem z karabinem maszynowym. Nie mamy też podstaw by sądzić, że pokazany nam człowiek jest niepoczytalny czy głupszy od pozostałej części populacji, raczej wygląda normalnie. Nic z tych rzeczy. Pan A czynność swoją wykonuje tylko dlatego, że tak samo przed sekundą postąpili inni.
Oglądając to, każdy widz miał chyba wrażenie, że on sam, na miejscu Pana A, zachowałby się identycznie.
Podobnych filmików było chyba nawet kilka. Pan B razem z całym tłumem zmieniał nagle kierunek marszu, a Pan C - zaczynał w panice uciekać.
Po prostu, człowiek jest tak skonstruowany, że niekiedy wykonuje czynności instynktowne, nie wymagające zastanowienia, a do takich czynności należy naśladowanie zachowań otoczenia.
Rzecz cała przypomniała mi się kilka miesięcy temu, kiedy nasza-klasa wprowadziła nowość - tzw. "Śledzika".
Ponieważ kilka miesięcy to długi czas, przypomnę: Niby nic się takiego nie stało. Popularny serwis społecznościowy wprowadził dodatkowy bajer polegający na tym, że możesz zostawić krótką wiadomość - rodzaj opisu z gg, który mogą oglądać twoi znajomi. W zasadzie nic różnego od Blipa czy Twittera i żadna tam zbrodnia. Komuś z użytkowników n-k się to jednak nie spodobało - wiadomo, nawet drobne zmiany napotykają na opór. A ponieważ ten opór na n-k jakoś zawsze oznaczał bunt przeciwko administracji portalu, toteż inni to podchwycili - a potem lawina ruszyła. Wszyscy nagle zaczęli nienawidzić Śledzika. Ludzie masowo wpisywali - oczywiście z pomocą tegoż Śledzika - wyrazy swojego niezadowolenia i apele do n-k o zlikwidowanie nowości. Należało to wręcz do dobrego tonu, nawet wśród tych, którzy (było to widać) nawet nie bardzo orientowali się, czym tak naprawdę ten cały Śledzik jest.
To jeszcze nic. Wkrótce potem jakiś cwaniak (a najpewniej kilku cwaniaków równolegle) wpadło na pomysł podsycania tej atmosfery. Pojawiły się fałszywe informacje o tym, że jeśli niezadowolenie wyrazi (znów za pomocą tego nieszczęsnego Śledzia...) odpowiedni odsetek użytkowników, to usługa zostanie wyłączona. Potem pojawiły się konkretne zdania i na koniec już totalny hardkor - specjalne kody, które należy wkleić w Śledzika, żeby ten zniknął. Najpopularniejszy kod to było coś takiego:
J3273M-D38113M *
No i pisali ludzie najpierw to, potem jeszcze przekopiowaną od kogoś wiadomość typu:
Wklej to na sfojego śledzika a śledzik zniknie:
J3273M-D38113M. Powaga. U mnie zadziałało, nie mam już śledzika!
No i teraz bardzo uzasadnione pytanie: czy znajomy, który to wkleił naprawdę nie umie czytać i jest debilem, i to aż takim, żeby nie widzieć, że Śledzik mu wcale nie zniknął? Najprostsza odpowiedz, jaka się nasuwa, to: "niestety tak". Ale... Ale przecież wczoraj graliśmy razem w kółko i krzyżyk i wszystko było w porządku... Coś tu nie gra!
Dlaczego ten człowiek to robi?
Skojarzenie z Panem A, który zachowuje się bezsensownie dlatego, że inni tak się zachowują, jest nieodparte.
Ileż ja razy pacnąłem się w głowę, zastanawiając się nad tym! A rozwiązanie w gruncie rzeczy jest proste. Zachowania stadne. Tylko tyle i aż tyle.
Przecież przypadek Śledzika nie jest pierwszym. On tylko jest najbardziej spektakularny. Ale przecież już całe lata temu, jeszcze za modemów, modne były tzw. łańcuszki szczęścia, przesyłane najpierw emailem, potem przez gadu-gadu.
Kiedyś, kiedy zdrowo opieprzałem znajomą (świadome i dobrowolne przesłanie mi kilku takich łańcuszków grozi zakończeniem znajomości) i tłumaczyłem że nie lubię jak mi się okazuje taki brak szacunku, że to w ogóle jest zachowanie "be" i że w ogóle przecież nie wygra w totka stu milionów jak roześle śmiecia do wszystkich z listy kontaktów. Ona na to, że o tym wszystkim wie... Tylko że wysyła, no bo ludzie tak robią...
Jak się dobrze przyjrzeć, to żaden nowoczesny portal, o którym można powiedzieć "społecznościowy" nie jest zupełnie odporny na tego typu stadne zachowania. Nawet taki Facebook, na którym, wydawałoby się, funkcjonuje cokolwiek inne towarzystwo, niż na n-k, się nie obronił. Z Facebookiem to nawet oddzielna sprawa, bo ten portal, jak żaden "kanalizuje" takie zbiorowe emocje, czyniąc z nich siłę napędową. Co chwilę można tutaj zapisać się do grup, poprzez które oznajmiasz światu, ze "lubię różowe nocniki", na każdym kroku możesz z milionami innych zagrać w gierki, na które normalnie byś nawet dłużej nie spojrzał.
Cóż, powinniśmy się przyzwyczaić. Na portalach społecznościowych poruszamy się w stadzie. Takie czasy.
Dlaczego ten człowiek to robi?
Skojarzenie z Panem A, który zachowuje się bezsensownie dlatego, że inni tak się zachowują, jest nieodparte.
Ileż ja razy pacnąłem się w głowę, zastanawiając się nad tym! A rozwiązanie w gruncie rzeczy jest proste. Zachowania stadne. Tylko tyle i aż tyle.
Przecież przypadek Śledzika nie jest pierwszym. On tylko jest najbardziej spektakularny. Ale przecież już całe lata temu, jeszcze za modemów, modne były tzw. łańcuszki szczęścia, przesyłane najpierw emailem, potem przez gadu-gadu.
Kiedyś, kiedy zdrowo opieprzałem znajomą (świadome i dobrowolne przesłanie mi kilku takich łańcuszków grozi zakończeniem znajomości) i tłumaczyłem że nie lubię jak mi się okazuje taki brak szacunku, że to w ogóle jest zachowanie "be" i że w ogóle przecież nie wygra w totka stu milionów jak roześle śmiecia do wszystkich z listy kontaktów. Ona na to, że o tym wszystkim wie... Tylko że wysyła, no bo ludzie tak robią...
Jak się dobrze przyjrzeć, to żaden nowoczesny portal, o którym można powiedzieć "społecznościowy" nie jest zupełnie odporny na tego typu stadne zachowania. Nawet taki Facebook, na którym, wydawałoby się, funkcjonuje cokolwiek inne towarzystwo, niż na n-k, się nie obronił. Z Facebookiem to nawet oddzielna sprawa, bo ten portal, jak żaden "kanalizuje" takie zbiorowe emocje, czyniąc z nich siłę napędową. Co chwilę można tutaj zapisać się do grup, poprzez które oznajmiasz światu, ze "lubię różowe nocniki", na każdym kroku możesz z milionami innych zagrać w gierki, na które normalnie byś nawet dłużej nie spojrzał.
Cóż, powinniśmy się przyzwyczaić. Na portalach społecznościowych poruszamy się w stadzie. Takie czasy.
* Jeśli nie wiesz, co to znaczy, kliknij TUTAJ.

