Przejdź do głównej zawartości

Lekki odtwarzacz muzyki dla Linuksa, prawie jak Foobar

Często zdarza się, że po zainstalowaniu nowego distro okazuje się, że już po uruchomieniu domyślnego odtwarzacza muzyki znaczna część mocy obliczeniowej zostaje pożarta poprzez niewinne słuchanie byle mp3. Gdzie te czasy kiedy na procesorze 133MHz można było słuchać muzyki, przeglądać  internet i jeszcze edytować dokument tekstowy jednocześnie?

Widać jednak, że są jeszcze ludzie, którzy cenią każdy wolny procent mocy procesora i pamięci RAM!

Program o którym mowa nazywa się Zdechła Wołowina (Dead Beef) i ma conajmniej kilka mocnych cech, poza oczywistą - lekkością.



Po pierwsze nie ma żadnych zależności od programów wchodzących w skład środowisk Gnome czy KDE, więc przy okazji jego instalacji nie będziecie zaskoczeni psikusem w stylu: ściągnij 400MB niezbędnych bibliotek... Po drugie jest mocno dopracowany pod względem odczytu tagów i nazw plików, co zapobiega psikusom znanym użytkownikom Rythmboxa. Nad tym ostatnim programem ma jeszcze jedną, znaczną przewagę - można po prostu przeciągnąć do niego plik, a nie cudować z importowaniem... Niby prosta rzecz, niby była za czasów pierwszych WinAmpów, a tu najpopularniejszy player tego nie ma.


Program wspiera oczywiście większość popularnych formatów (mp3, ogg vorbis, flac, ape, wv, wav, m4a, mpc, cd audio (and many more)), zdecydowaną większość architektur sprzętu z którego przychodzi nam korzystać w celu odtwarzania muzyki i jest bardzo mocno konfigurowalny. A jeśli jednak czegoś by zabrakło... to mamy mnóstwo wtyczek istniejących i generalnie możliwość ich napisania tych, których wg nas może brakuje...


Program dostępny w gotowych paczkach na platformy: Debian, Ubuntu, Arch Linux, OpenSuse dostępny jest tutaj wraz z kodem źródłowym (jakby jakiś pechowiec musiał sam sobie kompilować...)

Popularne posty z tego bloga

Sony ZAMIERZA zakończyć produkcję DYSKIETEK 3,5"

Sony podało arcyciekawą wiadomość. Otóż w tym oto roku  2010 A. D. zamierzają zaprzestać produkcji dyskietek, takich jak ta widoczna na obrazku. Tak, tak, właśnie takich co to mają 1,44MB pojemności i wymagają czytnika, którego na pewno nie spotkamy już w żadnym laptopie, a większość komputerów stacjonarnych ma w miejscu tegoż czytnika zaślepkę w kolorze reszty obudowy... A ostatni taki czytnik opuścił taśmę produkcyjną firmy Sony we wrześniu roku ubiegłego! I jeśli naprawdę Wam się wydaje, że pendrive'y opanowały świat, a zamówienie Zakładu Ubezpieczeń Społecznych na 130 tysięcy takowych dyskietek to ewenement w skali świata, to jesteście w błędzie. W roku 2008 jedna tylko firma Sony sprzedała takich dyskietek 8 milionów sztuk. I to jedynie w Japonii . A najlepiej sprzedającym się urządzeniem peryferyjnym okazał się czytnik dyskietek na USB. Co na to inne firmy? "We've been discussing the death of the floppy for 14 years, ever since CD technology first started comi...

Jaki będzie Firefox 4?

Dziś ukazał się pierwszy, bardzo wczesny zarys produkcyjny nowej wersji jednego z najważniejszych i zarazem najprzydatniejszych programów jakie kiedykolwiek napisano. Panie i panowie, oto nadchodzi nowa przeglądarka internetowa Mozilla Firefox 4! Fast, powerful, and empowering Wczoraj człowiek nazwiskiem Mike Beltzner opisał na swoim blogu główne cechy liska czwartej generacji. I jak każda kolejna generacja, każdej kolejnej przeglądarki, każdej kolejnej firmy... ma być szybsza, jeszcze lepiej zgodna ze standardami i umożliwiać naprawdę pełną kontrolę użytkownikowi nad tym co ona robić będzie... Też mi nowina :) Ale zacytujmy posła dobrej nowiny:

Jak zainstalować Ubuntu (lub inne ISO) z USB (pendrive)?

Zainstalowałem najnowsze Ubuntu . I to pomimo zarzekania się, że mój zając (9.04) jeszcze żwawo pobiega przez jakieś pół roku minimum. Jednak zaliczyłem małą awarię systemu plików ( reiserFS ), o której mam nadzieję napiszę coś więcej w najbliższym czasie, a co spowodowało trudne do naprawienia problemy. Po prostu pliki bibliotek pewnych programów uległy uszkodzeniu w wyniku czego najlepszym wyjściem była nowa instalka na czysto. Oczywiście w życiu nie ma tak pięknie jak zapowiada producent. Nigdy, albo prawie nigdy. Nawet Nokia popełnia błędy, choć jest to dla mnie firma produkująca rzeczy idealne :D Okazało się, że nagrałem sobie na płytkę obraz ISO z tym słynnym uszkodzeniem, dzięki któremu CD stawało się całkowicie bezużyteczne. Postanowiłem, że szkoda marnować kolejne płyty i czas wykorzystać mojego pendrive'a (1GB). Poguglowałem i znalazłem najlepsze rozwiązanie, które teraz przedstawię...