Często zdarza się, że po zainstalowaniu nowego distro okazuje się, że już po uruchomieniu domyślnego odtwarzacza muzyki znaczna część mocy obliczeniowej zostaje pożarta poprzez niewinne słuchanie byle mp3. Gdzie te czasy kiedy na procesorze 133MHz można było słuchać muzyki, przeglądać internet i jeszcze edytować dokument tekstowy jednocześnie?
Widać jednak, że są jeszcze ludzie, którzy cenią każdy wolny procent mocy procesora i pamięci RAM!
Program o którym mowa nazywa się Zdechła Wołowina (Dead Beef) i ma conajmniej kilka mocnych cech, poza oczywistą - lekkością.
Po pierwsze nie ma żadnych zależności od programów wchodzących w skład środowisk Gnome czy KDE, więc przy okazji jego instalacji nie będziecie zaskoczeni psikusem w stylu: ściągnij 400MB niezbędnych bibliotek... Po drugie jest mocno dopracowany pod względem odczytu tagów i nazw plików, co zapobiega psikusom znanym użytkownikom Rythmboxa. Nad tym ostatnim programem ma jeszcze jedną, znaczną przewagę - można po prostu przeciągnąć do niego plik, a nie cudować z importowaniem... Niby prosta rzecz, niby była za czasów pierwszych WinAmpów, a tu najpopularniejszy player tego nie ma.
Program wspiera oczywiście większość popularnych formatów (mp3, ogg vorbis, flac, ape, wv, wav, m4a, mpc, cd audio (and many more)), zdecydowaną większość architektur sprzętu z którego przychodzi nam korzystać w celu odtwarzania muzyki i jest bardzo mocno konfigurowalny. A jeśli jednak czegoś by zabrakło... to mamy mnóstwo wtyczek istniejących i generalnie możliwość ich napisania tych, których wg nas może brakuje...
Program dostępny w gotowych paczkach na platformy: Debian, Ubuntu, Arch Linux, OpenSuse dostępny jest tutaj wraz z kodem źródłowym (jakby jakiś pechowiec musiał sam sobie kompilować...)


