Przejdź do głównej zawartości

11 rzeczy, których będzie mi brakowało po przesiadce z windowsa na androida


Jeszcze do niedawna windows był całkiem fajną opcją do wyboru, kiedy kupowałeś telefon. Wygodny, prosty w obsłudze, instalowany głównie na fajnych telefonach. Prawdę mówiąc, możemy założyć, że dalej jest niezłą opcją, jeśli tylko nie masz za wielkich wymagań.

Niestety, normalny użytkownik ma zazwyczaj jakieś minimum, i tu się niestety windows kończy, a dokładniej, coraz gorzej wygląda sytuacja ze wsparciem twórców aplikacji. Doszliśmy do tego etapu, że nawet aplikacje Microsoftu działają lepiej na androidzie i mają tam więcej funkcji. Zresztą, słyszałem że Microsoft wycofuje się z dalszego wsparcia dla systemu. W takich okolicznościach przesiadka na inny system prędzej czy później staje się nieunikniona.


Niemniej, windowsa wybierałem do tej pory kilka razy z rzędu z bardzo konkretnych powodów. Trudno o lepszy moment na dostrzeżenie istotnych różnic niż czas zmiany właśnie. A jako że taki czas właśnie nadszedł, bo przesiadam się na system android, to dostrzegam wyraźnie rzeczy, za które lubiłem windowsa. Pozwólcie, że opowiem wam o nich.

Po pierwsze zatem, klawiatura

Oczywiście, nie jest wynalazkiem Microsoftu klawiatura ekranowa pozwalająca pisać poprzez przesuwanie palca po niej (zamiast poprzez dotykanie każdego z wirtualnych klawiszy oddzielnie), pierwsze takie widziałem właśnie na telefonach zarządzanych przez zielonego robota. Ale to w windowsie 8 zobaczyłem ich najdoskonalsze wcielenie. To, co wyprawiała ta klawiatura, zakrawało na jasnowidzenie. Np. jeśli kilka razy poprawiłem jakieś słowo ręcznie, program uczył się moich oczekiwań, i w końcu zaczynał trafnie odgadywać moje życzenia. Poza tym, tolerował dużo moich błędów i radził sobie z długimi wyrazami. Zdecydowanie najlepsze moje doświadczenie, jeśli chodzi o pisanie na telefonie. Ciekawostka jest taka, że w nowszym windowsie, w dziesiątce, ktoś postanowił to zepsuć, i klawiatura zaczęła mieć problemy z jakimkolwiek wyrazem dłuższym niż trzy sylaby, a i z krótszymi zdarzało się jej nie radzić. W dodatku, mowy nie było o jakimkolwiek uczeniu się przez program. Tym samym poziom pisania „mazanego” spadł mniej-więcej do średniej.

W każdym razie, do wersji tej aplikacji z windowsa 8 będę tęsknił używając androida, bo tutejsze swift-key, jedna z najlepszych tego typu bezpłatnych aplikacji, jest, tak na oko mierząc, odpowiednikiem tego, co możemy znaleźć w windows 10.

Po drugie, budzenie ekranu przez dotyk

Normalnie telefon odblokowujemy przyciskiem. Jest taki jeden, z boku telefonu, czasem drugi, centralny, od frontu, jeśli występuje w fizycznej postaci.

Windows oferował jeszcze opcję budzenia telefonu poprzez podwójne szybkie dotknięcie ekranu w jednym miejscu. Ta funkcja miała wady. Po pierwsze, czysto teoretycznie mogło się zdarzyć, że telefon w ten sposób odblokuje się w kieszeni, dlatego profilaktycznie należało także zabezpieczać go kodem. Po drugie, funkcja miała podobno wpływ na nieco większe zużycie baterii. Piszę „podobno”, bo choć jej używałem, to nic szczególnego w związku z tym nie zauważyłem, a ze smartfona korzystam „na okrągło”, w końcu to przedłużenie mózgu, więc popyt na prąd generuję spory.

Pomimo wad to rozwiązanie okazuje się bardzo wygodne, chociażby dlatego, że odłożonego telefonu nie trzeba podnosić. Aby zerknąć w najnowsze powiadomienia, wystarczy tylko stuknąć.

Mogę oczywiście o czymś nie wiedzieć, ale nie widziałem podobnej funkcji w świecie androida.

Po trzecie, blokowanie ekranu poprzez postukanie w pasek nawigacyjny

W dziesiątym windowsie przyciski nawigacyjne nie muszą być fizycznie odrębną częścią „twarzy” naszego telefonu. Pasek z tymi przyciskami może być paskiem wirtualnym, wyświetlanym w razie potrzeby na ekranie. Nie jest to, co prawda, pomysł obecny tylko w windowsie. Mam coś podobnego w samsungu galaxy tab, a więc obsługuje to również android. Ale bodaj tylko tu — tzn. w windows — pomyślano, że skoro mamy do dyspozycji nie tylko 3 dotykowe przyciski, ale tak naprawdę cały pasek, to można i jemu przypisać jakieś funkcje. W ten sposób pukając w pasek dwukrotnie, blokujemy ekran. Świetna spawa kiedy obsługujemy leżący aparat. Zwłaszcza gdy połączyć to z odblokowaniem przez postukanie ekranu, o którym wspomniałem wcześniej.

Niby drobiazg, a cieszy. Będzie mi go trochę brakowało.

Po czwarte, wygodne menu „ściągane z góry”

Kiedy myźniemy palcem górę praktycznie dowolnego współczesnego smartfonu, zjedzie nam stamtąd podręczne menu z zestawem najbardziej potrzebnych funkcji. Przydatna rzecz, obecna w androidach na długo zanim pojawiła się w windowsie. Prawdę mówiąc, w windowsie pojawiła się dość późno, bo dopiero w wersji 8, a i to nie od początku, lecz dopiero wraz z którąś aktualizacją systemu. Wtedy zresztą było to dość proste narzędzie oferujące zbyt mało opcji — raptem cztery przyciski. Ale w windowsie 10 wyewoluowało ono do w pełni konfigurowalnego menu, które użytkownik może dowolnie ustawić pod własne potrzeby, samodzielnie decydując, jakie dokładnie funkcje mają się tam znaleźć, w jakiej liczbie i w jakiej kolejności. Przy czym miał do wyboru np. latarkę, co swego czasu nie było oczywiste u zielonego robocika.

W ten sposób funkcja prześcignęła swój pierwowzór, a więc żegnając się z windowsem, rozstaję się także z najlepszą możliwą wersją podręcznego menu u góry.

Po piąte, mądra blokada obrotu ekranu

Jedną z funkcji dostępnych z tego górnego menu, jest blokowanie możliwości automatycznego obracania ekranu. Samo obracanie jest oczywiście pożyteczną funkcją — jednakże tylko do czasu, kiedy chcemy np. poczytać coś, leżąc na boku :). Wtedy przydałoby się to ustrojstwo wyłączyć. I oczywiście możliwość taka pojawiła się, zarówno w androidach, jak i windowsach. Z tym że w windowsach jest to po prostu wyłączenie obrotu. W jakiej pozycji obrót zablokujesz, w takiej ekran pozostanie aż do czasu, kiedy go odblokujesz. Proste i wygodne. Tymczasem w androidach działa to „w cały świat”, i na przykład istnieją wersje systemu, w których, kiedy wyłączysz obracanie ekranu mając akurat ustawienie „poziome”, to ekran… wraca do ustawienia „pionowego”. Jeśli akurat chciałeś sobie zablokować poziomy ekran i np. oglądać film, jest to strasznie wkurzające. Sam fakt, że w sklepie z aplikacjami jest cały szereg takich programów, które pozwalają obejść domyślne ustawienia systemu i kontrolować obracanie na własny sposób, dowodzi że coś jest nie tak. W windowsach ta kategoria problemów po prostu nie istniała.

Po szóste, mądre rozwiązania w systemie

Mądry obrót to niejedyna fajna rzecz, jaką tam mogliśmy znaleźć. Podobnych rozwiązań, rzeczy drobnych ale jednak ułatwiających życie, jest tam wiele. To sprawia, że korzystanie z urządzenia z windowsem jest łatwe i przyjemne.

Już sama „konstrukcja” interfejsu, gdzie — w przeciwieństwie do androida — mamy tylko dwa „ekrany” — główny, ustawiany wedle widzimisię użytkownika, oraz drugi, zawierający po prostu zbiór wszystkich aplikacji i funkcji systemu poszeregowanych alfabetycznie, jest czymś zarazem diabelnie prostym, jak i zwyczajnie wygodnym.

Przy czym, nie jest też tak, że — czego się obawiałem zaczynając swego czasu przygodę z windowsem — że zabrano użytkownikowi możliwość decydowania o pewnych ustawieniach. To się okazało nieprawdą — poza dosłownie kilkoma rzeczami, system jest konfigurowalny w bardzo szerokim zakresie, a opcje dostępne są w możliwie intuicyjny sposób.

Użytkownik może być prowadzony za rączkę i nie przejmować się szczegółami, ale bynajmniej nie musi.

Po siódme, wygoda i prostota

To proste — wszystkie te mądre rozwiązania, o których piszę, składają się w jedną całość. Sprawiają że telefonu z windowsem używa się po prostu łatwo.

Po ósme, bystre aparaty fotograficzne

Jest jeszcze coś, czym słuchawki z windowsami przewyższały niejeden sprzęt od androidowej konkurencji. I wiem to, bo dobrze wypróbowałem cztery modele. W każdym z nich było świetnie, nawet w najtańszej lumii (520), której poskąpiono nawet lampy.

Te aparaty po prostu robią świetne zdjęcia.

Największą ich zaletą jest zarządzanie ekspozycją. Normalnie często jest tak, że np. kiedy masz kadr z dwoma różnie oświetlonymi planami, jednym mocno oświetlonym, drugim ciemnym, to albo dobrze naświetlisz jedno, albo drugie. Sterując ręcznie aparatem mógłbyś, w wielu przypadkach, dobrać naświetlenie kompromisowe. Później, w ramach prostej obróbki, lekko niedoświetlone cienie da się wyciągnąć, a odrobinę przepalone światła — nieco przygasić. Oczywiście, w razie potrzeby windowsowe aparaty umożliwiają ręczne sterowanie ekspozycją, ale umówmy się, to było wygodne w przypadku prawdziwych aparatów fotograficznych, gdzie sprawę dawało się załatwić raz-dwa za pomocą wygodnych pokręteł. W przypadku urządzenia z ekranem dotykowym nie jest już tak łatwo i zazwyczaj najlepiej jest posiłkować się ustawieniami automatycznymi, co najwyżej zmieniając je trochę na swoje potrzeby. No i tutaj ciekawostka: automat sam jakoś wpadał na to, w jaki sposób sposób wypadałoby naświetlić problematyczną klatkę, i to mimo wyłączenia opcji (dostępnej, a jakże) HDR. Czasami sobie myślę, że soft do aparatu musi mieć zaimplementowane coś w tym rodzaju.

Generalnie, aparat zarządzany przez windows „stara się” mądrze wspierać użytkownika, i w efekcie zdjęcia wychodzą świetne.

Po dziewiąte, oszczędzanie baterii
Prawdę mówiąc, wydawało mi się, że jeśli po mojemu używam telefonu, i muszę go raz dziennie ładować, to nie jest to żaden rewelacyjny wynik. Ot, średnia. A jednak, kiedy przesiadłem się na słuchawkę z androidem, co prawda nie najnowszą, ale z nową baterią, no i kiedyś topowy model, to okazało się, że trzeba się ładować dwa razy dziennie! A więc coś, co uważałem za normę, okazało się tak naprawdę osiągnięciem.

Oczywiście wiem, że sprawa jest w detalach, np. w ekranie. Topowy model androidowca ma ekran 1080p, a chyba nawet najbardziej wypasione lumie — nie. Wiadomo wszak, że full HD „zżera” znacznie więcej. No ale jednak, taka rozdzielczość nie jest koniecznością w przypadku tak małego ekranu, a oszczędzanie energii się przydaje.

Wiem, że może po prostu trafiłem na energożerny model, więc napiszę ostrożnie, że windowsowej oszczędności będzie mi brakowało, ale tylko do czasu znalezienia lepszego aparatu.

Po dziesiąte, względnie niskie wymagania sprzętowe

Windows 8 działał płynnie na zabawce z 500 megabajtami ramu. I jeszcze odpaliłem na tym kiedyś grę w 3d :). W czasach, kiedy w zaleceniach dla androida pisano o minimum gigabajcie.

Po jedenaste, życie w lepszym świecie

Wszystko to, co powyżej, sprawia że użytkownik telefonu z windowsem ma prawo czuć się jak posiadacz produktu luksusowego. Niby ten sprzęt robi to samo co inne urządzenia, ale jest jakościowo najmniej o klasę lepszy. Jego użytkownik tym się mniej-więcej różni od użytkowników androida, czym pan prezes na tylnej kanapie limuzyny od kierowcy dziesięcioletniego golfa, którego właśnie tą limuzyną wyprzedza. Niby ten i ten jedzie, obaj pewnie dotrą do celu, nawet w podobnym czasie, obaj mają klimatyzację i dobre radio, ale jednak, to dwa inne rodzaje podróży.

Nawet z aplikacjami tak było. Na początku tekstu narzekałem na braki, ale dawniej sytuacja wyglądała o wiele lepiej. W androidzie, kiedy potrzebujesz programu, który coś zrobi, odpalasz sklep i szukasz aplikacji. Znajdujesz ich najmniej kilkadziesiąt, a częściej setki, czasem nawet tysiące. Niby to dobre, bo ostra konkurencja itp., ale teraz czeka cię niełatwe zadanie dokonania wyboru. Oczywiście: on się ograniczy do kilku najwyżej ocenianych apek, najlepiej bezpłatnych, ale tu właśnie zaczynają się problemy. Bo nie każda robi dokładnie to, czego oczekujesz, ba!, nie każda nawet zadziała, bo a to się nie zgadza urządzenie, a to wersja softu, a to coś tam. Zanim którąś na dobre zainstalujesz, prawdopodobnie przetestujesz najpierw kilka czy kilkanaście innych, tracąc mnóstwo czasu.

W windowsie całego tego szaleństwa zazwyczaj nie było. Najczęściej znajdowało się jedną, dwie, może kilka. Ale spokojnie można było założyć, że ta jedna jest zwyczajnie najlepszą tego rodzaju aplikacją na rynku. A więc wyszukujesz, instalujesz, masz. I działa. (Nawet przeglądarka internetowa przez długi czas była tylko jedna, w dodatku to… Internet Explorer, w nowszych wersjach: Edge. Ale śmiało mówię: to najlepsza wersja Internet Explorera, jaka istniała). Dopiero niedawno się to popsuło, tak jak napisałem.

Właśnie tego poczucia odrobiny luksusu będzie mi brakowało po przesiadce na androida.

A zatem: żegnaj, windowsie :)!








PS

Tym tekstem żegnamy także jeszcze jednego windowsa. Tego z nazwy „Jakiwindows”. Nazwa naszego magazynu już dawno przestała być wesołą grą, nawiązaniem do innych, ciekawszych serwisów internetowych, przestała też mieć — tak naprawdę — związek z poruszanymi tematami. Była do tego, co tu dużo mówić, niezrozumiała. I tylko nasze lenistwo sprawiało, że tak długo tego nie zauważaliśmy.

Ale w końcu się udało!

Zatem, żegnamy jakiego windowsa, a jako że piszemy tutaj niepoważnie ale trafnie :) o technologii, niech to będzie od tej pory Techno-logizm.

A co z tego wyjdzie, to się jeszcze okaże.

Popularne posty z tego bloga

Sony ZAMIERZA zakończyć produkcję DYSKIETEK 3,5"

Sony podało arcyciekawą wiadomość. Otóż w tym oto roku  2010 A. D. zamierzają zaprzestać produkcji dyskietek, takich jak ta widoczna na obrazku. Tak, tak, właśnie takich co to mają 1,44MB pojemności i wymagają czytnika, którego na pewno nie spotkamy już w żadnym laptopie, a większość komputerów stacjonarnych ma w miejscu tegoż czytnika zaślepkę w kolorze reszty obudowy... A ostatni taki czytnik opuścił taśmę produkcyjną firmy Sony we wrześniu roku ubiegłego! I jeśli naprawdę Wam się wydaje, że pendrive'y opanowały świat, a zamówienie Zakładu Ubezpieczeń Społecznych na 130 tysięcy takowych dyskietek to ewenement w skali świata, to jesteście w błędzie. W roku 2008 jedna tylko firma Sony sprzedała takich dyskietek 8 milionów sztuk. I to jedynie w Japonii . A najlepiej sprzedającym się urządzeniem peryferyjnym okazał się czytnik dyskietek na USB. Co na to inne firmy? "We've been discussing the death of the floppy for 14 years, ever since CD technology first started comi...

Jak zainstalować OpenOffice 3.2? (DEB)

Jako, że nie wszyscy mają najnowsze OO w repo, a po drugie, nie każdy lubi badziewne brązowe okienko uruchamiania w ubuntu... To napiszę najkrótszy na świecie przewodnik jak to zrobić. Ku chwale gugiela! 1. Otwieramy konsolkę 2. Wywalamy starego śmiecia. Bez obaw - konfigi zostają na dysku. sudo apt-get remove openoffice*.* 3. Wypakujmy, zmieńmy nazwę folderu, dla przykładu teraz będzie /home/przemcio/office cd ~/office/ DEBS  4. Instalujemy... sudo dpkg -i *.deb  5. Na koniec zajrzyj człeku jeszcze do podkatalogu desktop-integration albowiem tam znajdziesz odpowiedź na pytanie czemu zniknęło officowe badziewie z menu i czemu pliki nie kojarzą tego pakietu... Hasta Luego!

Przełomowy Firefox 15 beta już dostępny!

Mozilla Firefox to przeglądarka której nikomu przedstawiać nie trzeba. Jednak od czasu jej wielkiego sukcesu jakim niewątpliwie było zdetronizowanie Internet Explorera upłynęło już sporo wody w Wiśle i czasy się zmieniły. Użytkownicy się zmienili, internet się zmienił, a problemy jakie stwarzał nasz lisek nie zostały rozwiązane przez te kilkanaście już przecież nowych wydań. Pojawiały się nowe wersje i w zasadzie prawie nic (z punktu widzenia użytkownika) się nie zmieniało. Przykład: przeglądarka potrafiła się zachowywać niczym Windows 98 zajmując kolejne megabajty pamięci RAM z każdą nową zakładką i wcale nie zawsze zwalniała pamięć po zamknięciu nawet wszystkich kart.