Jak donoszą najróżniejsi, między innymi nasz rodzimy Dziennik Internautów, mamy sensację, albowiem firma Google już od stycznia ogranicza swoim pracownikom możliwość korzystania z systemu Windows. Sprawa być może nawet nie byłaby ciekawa, gdyby decyzję podobną podjęła jakaś mniejsza firma. Ot ciekawostka na miarę - najwyżej - newsa że oto administracja Mozambiku przechodzi na Linuksa i OpenOffice, i to na obu komputerach*.
Niemniej tutaj mamy dużą i poważna firmę, której decyzja dotyczy setek, albo i tysięcy komputerów, więc piszą o tym dzisiaj wszyscy.
Podobno ci od Googla tłumaczą się, że chodzi o bezpieczeństwo, którego w Windowsie jest jakoby mało, oraz otwartość, jaką dostarcza na przykład Linux. Gugiel nie ma też nic przeciwko użytkowaniu Mac OS-a.
No ale darujmy sobie te wytłumaczenia. Po co komu bezpieczeństwo w systemie Windows? Przecież jasne jest, że nie o to chodzi. Microsoft, z biegiem czasu i wraz z rozwojem obu firm, staje się dla Google coraz większym konkurentem. O ile jeszcze niedawno obie firmy działały niejako obok siebie, to teraz już tak nie jest!
Kiedyś układ był prosty. Microsoft dostarczał głównie system operacyjny dla każdego, w tym przeglądarkę internetową, oprogramowanie biurowe - no i rozwiązania dla biznesu. Google natomiast to była wyszukiwarka i kilka innych, pomniejszych funkcji. Potem zaczęło się toto rozrastać i Google oferuje coraz więcej: a to sporą skrzynkę pocztową z dodatkowymi bajerami, a to stronę z filmikami, a to system map, globus, wreszcie... aplikacje biurowe on-line, czyli Google Docs.
Możemy powiedzieć, że mniej-więcej w tym momencie zaczęła się pomiędzy firmami pewna rywalizacja. Pewna, bo z początku korzystanie z takich aplikacji dostępnych poprzez www było czymś dziwnym, no i nie od razu przecież działało to wszystko zgodnie z oczekiwaniami. Klasyczny Word działał szybciej i bardziej niezawodnie, a przynajmniej takie sprawiał wrażenie. Ale wkrótce potem okazało się, że możliwości biurowego pakieciku są wystarczające do robienia podstawowych rzeczy (a takich się wykonuje się większość), a przechowywanie dokumentów "gdzieś tam na serwerach" daje szerokie możliwości, jeśli chodzi o mobilność użytkowników oraz wieloosobową pracę na odległość.
Google ma własną przeglądarkę internetową, planuje obecnie stworzenie własnego systemu operacyjnego, Chrome OS, a i Microsoft nie stał w miejscu. Firma z Redmond nie zrezygnowała przecież z rozwoju Internet Explorera, poza tym ma własną wyszukiwarkę - Bing, całkiem niedawno rozbudowano możliwości hotmail-a. Wypuszczono pakiet biurowy on-line...
No i teraz wyobraźmy sobie, jaką broń propagandową przeciwko sobie miałoby Google, gdyby NIE zrezygnowało z Windowsa? Proszę sobie wyobrazić potencjalne kpiny ze strony Microsoftu: o, proszę, mają własny system operacyjny, którym się tak chwalą, a sami pracują na naszym!
To, że używanie Windowsa w Google jest ograniczane, to może i wiadomość sensacyjna. Ale od jakiegoś czasu coraz więcej zbierało się argumentów za tym, że inaczej stać się nie mogło.
* OK, NIE WIEM ile komputerów jest w Mozambiku, i szczerze mówiąc, nie chce mi się sprawdzać. Ta nazwa po prostu fajnie brzmi. Jeśli szukasz informacji o Mozambiku, zapraszam gdzie indziej, na przykład do Matki Wikipedii.
