Przejdź do głównej zawartości

TAM BYLIŚMY: Wieczór z Open Source 2010 Łódź

Tak. Wiemy. Jesteśmy niepoprawni, nieobliczalni i uzależnieni od alkoholu. Tak, mamy w nazwie bloga słowo „Windows”. Nie bez znaczenia jest to, że chcieliśmy poznać innych popaprańców, mniej lub bardziej podobnych do nas. No i właśnie dlatego wybraliśmy się na, zorganizowaną przez thecamels.org, imprezę o tajemniczej nazwie „Wieczór z Open-Source”.

A było to tak...

Piątkowe popołudnie. Skwar leje się z nieba. Asfalt klei się do stóp. Normalni ludzie myślą o wypiciu zimnego piwa, albo o weekendowym wyjeździe nad jakieś syberyjskie jezioro. Miejscowi żule mogą już tylko zapaść w sen zimowy.

Jasna rzecz, że w takich warunkach pomieszczenie – aula Wyższej Szkoły Informatyki (czy czegoś takiego, bo znalezione na podłodze notatki dotyczyły... biologii. Mniejsza z tym) – okazało się nienajlepszym miejscem na zgromadzenie dość licznych uczestników (Podobno były plany przeniesienia konferencji na pobliski basen, jednak oszczędzono tego normalnym jego użytkownikom. Rozdano nam po prostu darmowe karnety wstępu, żebyśmy sobie przyszli innym razem :) - przyp. PrzemCio). Było bardzo, bardzo gorąco i duszno. Inna sprawa, że w taką pogodę jakikolwiek inny pomysł dałby dokładnie ten sam rezultat. Cóż, siła wyższa.



Na szczęście od strony organizacyjno-technicznej zadbano o wszystko bardzo starannie, dzięki czemu ciastek, paluszków, kawy, herbaty, no i – przede wszystkim – wody nie zabrakło.

Cała konferencja zaczęła się... opóźnieniem. I tak pozostało aż do końca, z tym że opóźnienie narastało, wobec czego musieliśmy imprezę opuścić ok godziny 22 – godzinę po planowanym zakończeniu i prawdopodobnie długo przed tym, jak wszystkie wystąpienia się skończyły. Szczerze mówiąc uciekliśmy przed ostatnią prezentacją dot. Javy, a że nikt z nas, ani żadna z naszych starych nie programuje w Javie... pomyśleliśmy o jakimś piwie i adios!



No dobrze, a o czym było?

Pierwsza prezentacja dotyczyła LaTeX-a. LaTeX, jakby kto nie wiedział, jest to system komputerowego składu tekstu. Dla laika idea jego działania jest niezrozumiała w porównaniu z dowolnym Wordopodobnym edytorem tekstu, gdyż samo tworzenie dokumentu nie daje od razu wyniku w postaci ładnie sformatowanego i ułożonego tekstu. Przeciwnie, pierwotnie dysponujemy tylko zwykłym plikiem TeX (coś takiego można wyprodukować nawet Notatnikiem), do którego oprócz właściwej treści wpisujemy także kod, dzięki któremu program, obrabiający później to wszystko, będzie wiedział co z tym tekstem zrobić. Z grubsza coś takiego jak HTML, tyle że raczej bez możliwości różnej interpretacji w różnych okolicznościach itp.

W sumie, rzeczywiście, dla normalnego użytkowania jest to rozwiązanie co najmniej bez sensu. Pewne zalety sprawiają jednak że niektórzy naukowcy, studenci, wydawcy itp. od dawna chętnie korzystają z TeXa. O tym wszystkim zostaliśmy poinformowani dość szczegółowo i kompetentnie, ale i bez fajerwerków: było dość nudno. W dodatku, brakowało pokazania chociaż jednego przykładowego dokumentu: „o tak, patrzcie: tutaj mamy kod, tutaj sobie kompilujemy, o! A tutaj wyskakuje nam śliczny pdf!”

No dobrze, kogo to interesuje, odsyłam gdzie indziej, a my przejdźmy dalej.

Zmorą konferencji okazały się prezentacje za długie, albo takie, w których mówiono o rzeczach oczywistych. Do tej drugiej kategorii (do pierwszej zresztą też) należała prelekcja na temat możliwości wordpressa jako pełnowartościowego CMS-a (CMS to system zarządzania treścią strony internetowej. Korzystając z systemu blogowego, naszej-klasy albo facebooka, używasz właśnie czegoś podobnego). Tak więc było poprawnie, ale wystąpienie raczej nużyło. Mnie się podobał ten fragment o osadzaniu własnego kodu - PC

Dodam, że nie było tak znów beznadziejnie. Prelegent postarał się i wyszukał bardzo ciekawe i spektakularne przykłady na to, jak wykorzystano owego wordpressa w praktyce. Okazuje się, że daje on całkiem duże możliwości, np. jeśli chodzi o konfigurację wyglądu. No i nie spodziewałem się że tak dużo znanych stron to właśnie WP.

Kolejna prezentacja należała do tych zdecydowanie za długich. Nie ma jednak się co obrażać, bo była bardzo interesująca. Dotyczyła oprogramowania Open-Source w telefonach. Od człowieka, reprezentującego firmę Teleca można się było dowiedzieć całkiem sporo na temat Nokii N900 i używanego na niej systemu, bazującego na Debianie. Jak kogoś to interesuje – można w telefonach, bardzo niektórych, ale zawsze, używać Qt, GTK, czy też Pytonga.



Pełen profesjonalizm, dużo pytań od słuchaczy, ciekawy temat. O to chodzi!

Kolejna prezentacja, dotycząca wygasania ważności plików, podawanych przez serwer www przeglądarce oraz kompresji przesyłanych danych. Sporo bardzo konkretnych informacji, przydatnych adminom, ale też i niekiedy zwykłym użytkownikom. Krótko, konkretnie, z praktycznymi przykładami, z grzebaniem w kodzie i pokazywaniem efektu na bieżąco w przeglądarce. Pomimo pytań – zajęło to wszystko bardzo niewiele czasu. Takie coś tygrysy lubią najbardziej.


Był poruszony temat HTML5 i okolic - ale umknął nam zupełnie. Nie słuchaliśmy. Może dlatego, że był nudny?

Ostatnia prezentacja, na której pozostaliśmy obecni, dotyczyła systemu zabezpieczeń SELinux. „Obecni” byliśmy jednak raczej  tylko ciałem, forma ducha pozostawiała już wiele do życzenia. Raz, że byliśmy zmęczeni, a dwa, że prezentacja strasznie nudna, (choć pewnie pożyteczna...) i – z tego co zdołaliśmy zarejestrować przytępionymi zmysłami – cierpiała na tragiczny wręcz brak przykładów, ilustrujących praktyczne zastosowania tego, o czym mówiono.



Potem, niestety, musieliśmy opuścić lokal.

Czas na refleksje ogólne.

Przede wszystkim należy stwierdzić, że posiadacze MacBooków robią generalnie gorsze prezentacje, niż ci, co używają normalnych komputerów. Ale im się wydaje, że jest zupełnie odwrotnie :)

Poza tym, sprawa czasu. Czy należy się denerwować o to, że tak bardzo wszystko przedłużono? Otóż nie. W końcu widzieliśmy, że dla większości było dużą frajdą pogadać sobie o tym i owym. Dano im po prostu tej przyjemności więcej;-)

Poza tym, dopisali ludzie. Był nawet Richard Stallman. Tak, to prawda, przyjechał do Łodzi incognito i w dodatku po jakimś zajebistym zabiegu odmładzającym! A przynajmniej ktoś, kogo nie bez powodu tak przezwaliśmy. Został naszym guru – aktywny uczestnik dyskusji, zapaleniec. Nawet najnudniejsze fragmenty konferencji potrafił ożywić. Czytaj: sprawiał wrażenie, że jeśli pochwalisz MS Visual C++ jako fajne środowisko programistyczne, albo system Windows to dostaniesz z otwartej ręki normalnie w twarz.

No i przyszło też sporo kobiet. Cóż, ja wiem że wiele pań np. studiuje informatykę, ale nie wiedziałem, że niektóre potrafią się tym NAPRAWDĘ interesować... I jedna nawet śmiała się z moich kretyńskich żartów, które mruczałem pod nosem z nudów :)

I tym optymistycznym akcentem...

Pozdrawiamy organizatorów! Następnym razem też tam będziemy;-) I choćbyście znowu nie dali przykładów w prezentacjach i tak zostaniemy do końca! No, prawie do końca, po prostu oszczędźcie nam Javy!


Popularne posty z tego bloga

Sony ZAMIERZA zakończyć produkcję DYSKIETEK 3,5"

Sony podało arcyciekawą wiadomość. Otóż w tym oto roku  2010 A. D. zamierzają zaprzestać produkcji dyskietek, takich jak ta widoczna na obrazku. Tak, tak, właśnie takich co to mają 1,44MB pojemności i wymagają czytnika, którego na pewno nie spotkamy już w żadnym laptopie, a większość komputerów stacjonarnych ma w miejscu tegoż czytnika zaślepkę w kolorze reszty obudowy... A ostatni taki czytnik opuścił taśmę produkcyjną firmy Sony we wrześniu roku ubiegłego! I jeśli naprawdę Wam się wydaje, że pendrive'y opanowały świat, a zamówienie Zakładu Ubezpieczeń Społecznych na 130 tysięcy takowych dyskietek to ewenement w skali świata, to jesteście w błędzie. W roku 2008 jedna tylko firma Sony sprzedała takich dyskietek 8 milionów sztuk. I to jedynie w Japonii . A najlepiej sprzedającym się urządzeniem peryferyjnym okazał się czytnik dyskietek na USB. Co na to inne firmy? "We've been discussing the death of the floppy for 14 years, ever since CD technology first started comi...

Jaki będzie Firefox 4?

Dziś ukazał się pierwszy, bardzo wczesny zarys produkcyjny nowej wersji jednego z najważniejszych i zarazem najprzydatniejszych programów jakie kiedykolwiek napisano. Panie i panowie, oto nadchodzi nowa przeglądarka internetowa Mozilla Firefox 4! Fast, powerful, and empowering Wczoraj człowiek nazwiskiem Mike Beltzner opisał na swoim blogu główne cechy liska czwartej generacji. I jak każda kolejna generacja, każdej kolejnej przeglądarki, każdej kolejnej firmy... ma być szybsza, jeszcze lepiej zgodna ze standardami i umożliwiać naprawdę pełną kontrolę użytkownikowi nad tym co ona robić będzie... Też mi nowina :) Ale zacytujmy posła dobrej nowiny:

Jak zainstalować Ubuntu (lub inne ISO) z USB (pendrive)?

Zainstalowałem najnowsze Ubuntu . I to pomimo zarzekania się, że mój zając (9.04) jeszcze żwawo pobiega przez jakieś pół roku minimum. Jednak zaliczyłem małą awarię systemu plików ( reiserFS ), o której mam nadzieję napiszę coś więcej w najbliższym czasie, a co spowodowało trudne do naprawienia problemy. Po prostu pliki bibliotek pewnych programów uległy uszkodzeniu w wyniku czego najlepszym wyjściem była nowa instalka na czysto. Oczywiście w życiu nie ma tak pięknie jak zapowiada producent. Nigdy, albo prawie nigdy. Nawet Nokia popełnia błędy, choć jest to dla mnie firma produkująca rzeczy idealne :D Okazało się, że nagrałem sobie na płytkę obraz ISO z tym słynnym uszkodzeniem, dzięki któremu CD stawało się całkowicie bezużyteczne. Postanowiłem, że szkoda marnować kolejne płyty i czas wykorzystać mojego pendrive'a (1GB). Poguglowałem i znalazłem najlepsze rozwiązanie, które teraz przedstawię...