O iPad-ach pisaliśmy już od dawna i dość często, częściej nawet, niż o Star Treku, a to już oznacza najprawdopodobniej pewne objawy obsesji. Wypadałoby więc wreszcie zobaczyć ów przedmiot, aby zyskać choć odrobinę wiedzy na temat, na który się tak szeroko rozpisujemy. Do tej pory bowiem stać musieliśmy na stanowisku czysto teoretycznym, mówiącym że iPad jest niewątpliwie fajnym urządzeniem, które bardzo chcielibyśmy mieć, nie wiemy tylko za bardzo, do czego służy.
Z całym tym jabłkowym gadżetem jest tylko jeden, mały problem. Kiedy w maju zaszedłem do „autoryzowanego dystrybutora” (czy jak to tam się nazywa) Apple i spytałem o iPada, dowiedziałem się że nie ma, a na pytanie kiedy w takim razie można się spodziewać, otrzymałem odpowiedź, że nie wiadomo, ale pewnie nieprędko. O ile się orientuję, do dziś nic się nie zmieniło, zresztą nie wiem dokładnie – nie zaglądałem ostatnio.
Sytuację uratowała sieć Vobis, która od paru tygodni ma rzecz w swojej ofercie. Najpierw były to nieliczne lokalizacje w kraju, teraz iPada znajdziesz chyba w każdym sklepie z czerwonym napisem. W każdym razie, dzięki uprzejmości salonu Vobis w piotrkowskiej galerii „Focus” miałem możliwość przyjrzenia się z bliska zabawce za niemal trzy tysiące złotych*. Dzięki temu mogę wreszcie opisać pierwsze wrażenia z pozycji użytkownika. Co więc mamy?
Z całym tym jabłkowym gadżetem jest tylko jeden, mały problem. Kiedy w maju zaszedłem do „autoryzowanego dystrybutora” (czy jak to tam się nazywa) Apple i spytałem o iPada, dowiedziałem się że nie ma, a na pytanie kiedy w takim razie można się spodziewać, otrzymałem odpowiedź, że nie wiadomo, ale pewnie nieprędko. O ile się orientuję, do dziś nic się nie zmieniło, zresztą nie wiem dokładnie – nie zaglądałem ostatnio.
Sytuację uratowała sieć Vobis, która od paru tygodni ma rzecz w swojej ofercie. Najpierw były to nieliczne lokalizacje w kraju, teraz iPada znajdziesz chyba w każdym sklepie z czerwonym napisem. W każdym razie, dzięki uprzejmości salonu Vobis w piotrkowskiej galerii „Focus” miałem możliwość przyjrzenia się z bliska zabawce za niemal trzy tysiące złotych*. Dzięki temu mogę wreszcie opisać pierwsze wrażenia z pozycji użytkownika. Co więc mamy?
Przede wszystkim, iPad jest bardzo ładny. Widać to nawet przez folię ochronną, upstrzoną odciskami paluchów. Jest to cienka tabliczka, w formacie nieco mniejszym od A4, która wygląda jakby nie była niczym oprócz... ekranu z jednej strony, a gustownego czarnego jabłuszka z drugiej. Mimo pozorów, na obudowie jest jednak kilka dziur, np. taka do ładowarki, kilka wypustek, między innymi szybka od podczerwieni, a także przyciski ustawiania głośności. Na przednim panelu mamy jeden przycisk, pełniący najczęściej rolę Escape, inne pojawiają się zależnie od potrzeb na ekranie, który jest, co oczywista, dotykowy.
Co pod maską? No cóż, wersja podstawowa, którą na razie sprowadzono do naszego kraju, nie powala parametrami. Za duże pieniądze dostajemy np. tylko 16 gigabajtów pamięci, co mieści się w granicach tego, co dawały nam do tej pory bardziej wypasione smartfony. W przeciwieństwie do nich, ekran jest jednak naprawdę potężny. Wersja podstawowa, nie ma oznaczenia „3G” i nie daje możliwości korzystania z sieci komórkowych.
Mamy czujniki, pozwalające określać urządzeniu swoją pozycję, co niekiedy irytuje, niekiedy da się wykorzystać do grania (fajne!), a czasem nawet poprawia wygodę użytkowania. Nic, czego od lat nie byłoby w telefonach, no ale przyjemna rzecz.
No i jest znany z poprzednich urządzeń Apple'a dotykowy ekran, czuły na rozmaite gesty, radzący sobie bezproblemowo z dotykaniem wielu miejsc jednocześnie (spróbujcie dotknąć dwoma palcami touchpada w przeciętnym laptopie...). To chyba najciekawsze, co od strony technicznej ma do zaoferowania iPad.
Wszystko to zasilane jest długo działającą baterią.
No dobra, a co możemy tym czymś zrobić?
Możemy na przykład korzystać z internetu (przez wifi). Służy do tego oczywiście pełnowartościowa przeglądarka Safari, jest więc łatwo, przyjemnie i szybko. Możemy „klikać” normalnie, albo korzystać z gestów (nie wszyscy lubią to rozwiązanie, ale nawet zdeklarowanym przeciwnikom powinien się podobać patent z powiększaniem widoku: bierzemy dwa palce, kładziemy gdziekolwiek na ekranie i odsuwamy je od siebie**). Dzięki wspomnianym czujnikom ekran w czasie przeglądania (i w ogóle zawsze) obraca się tak, jak akurat jest nam wygodnie patrzeć. Oczywiście, jeśli przekręcisz położonego iPada, to nic się nie stanie: ;-)
Na iPadzie możemy też uruchomić sobie prosty program do tworzenia rysunków, takiego dotykowego Painta – i tu znów fenomenalne rozwiązanie dotykowe daje o sobie znać.
Istnieje też możliwość tworzenia notatek. Za każdym razem, kiedy chcemy coś napisać, na przykład notatkę, iPad oddaje nam do dyspozycji ekranową klawiaturę. Byłoby to kolejne wspaniałe, dostarczające przyjemnych dreszczy przeżycie, związane z super-dotykowym ekranem, gdyby nie sama klawiaturka, którą zaprojektowano... zupełnie beznadziejnie. Brakuje niektórych przycisków i trzeba zawsze się zastanowić, jak uzyskać do nich dostęp. Cóż z tego, że możemy naciskać wirtualne klawisze w takim samym tempie, jakby były realne, jeśli musimy przerywać pisanie, by szukać dostępu do cyfr, czy nawiasów?
Istnieje też możliwość tworzenia notatek. Za każdym razem, kiedy chcemy coś napisać, na przykład notatkę, iPad oddaje nam do dyspozycji ekranową klawiaturę. Byłoby to kolejne wspaniałe, dostarczające przyjemnych dreszczy przeżycie, związane z super-dotykowym ekranem, gdyby nie sama klawiaturka, którą zaprojektowano... zupełnie beznadziejnie. Brakuje niektórych przycisków i trzeba zawsze się zastanowić, jak uzyskać do nich dostęp. Cóż z tego, że możemy naciskać wirtualne klawisze w takim samym tempie, jakby były realne, jeśli musimy przerywać pisanie, by szukać dostępu do cyfr, czy nawiasów?
IPad zdecydowanie nie jest narzędziem dla tych, co dużo piszą. Przynajmniej dopóki się nie przyzwyczają.
W naszej cyfrowej tabliczce bez dłutka jest specjalna ikonka – skrót do IMDB (coś na kształt naszego filmweb), trochę programów, których nawet nie zapamiętałem, oraz kilka prostych gierek, wykorzystujących a to ekran, a to możliwości „dotykowe”. Na zdjęciu jeden przykład. Nie przyglądałem się, więc nie znam zasad gry, wiem tylko że to coś z owcami. I, jak widać na zdjęciu, musi sprawiać graczom niezłą frajdę.
W naszej cyfrowej tabliczce bez dłutka jest specjalna ikonka – skrót do IMDB (coś na kształt naszego filmweb), trochę programów, których nawet nie zapamiętałem, oraz kilka prostych gierek, wykorzystujących a to ekran, a to możliwości „dotykowe”. Na zdjęciu jeden przykład. Nie przyglądałem się, więc nie znam zasad gry, wiem tylko że to coś z owcami. I, jak widać na zdjęciu, musi sprawiać graczom niezłą frajdę.
Co jeszcze?
Ano... to wszystko!
Niestety: „goła” maszynka ma nam niewiele więcej do zaoferowania. Spytałem na przykład czy jest dostępne od ręki coś na kształt np. arkusza kalkulacyjnego, albo nieco bardziej zaawansowanego edytora tekstów. Niestety, nie ma.
Dobra bateria, czujniki położenia, świetny dotykowy ekran, do tego ładny interfejs przypominający wyglądem MacOS'a, kilka zabawnych programów, ekranowa klawiatura i przeglądarka internetowa – tak to wygląda. Pozostałe możliwości zależą już od dodatkowych aplikacji, jakie zostaną wgrane. I to jest pewien ból. No, ale jak wydałeś tyle kasy na zabawkę, to pewnie wydatek na dodatkowe programy w AppStore jakoś przełkniesz. A poza tym, zawsze są jeszcze aplikacje w chmurze. Z pomocą Google Docs stworzysz przecież przyzwoity dokument. Nie wiadomo wprawdzie, do czego tu akurat jest potrzebny iPad, no ale to już inna historia...
Zaczynając ten tekst chciałem zakończyć go deklaracją, że jak nie wiedziałem, do czego służy iPad, tak nie wiem i teraz, ale to nieprawda. Wiem. Otóż: za trzy kafle dostajemy bardzo dużego smartfona, który... nie jest telefonem.
Moim zdaniem – to jest genialne!
Ano... to wszystko!
Niestety: „goła” maszynka ma nam niewiele więcej do zaoferowania. Spytałem na przykład czy jest dostępne od ręki coś na kształt np. arkusza kalkulacyjnego, albo nieco bardziej zaawansowanego edytora tekstów. Niestety, nie ma.
Dobra bateria, czujniki położenia, świetny dotykowy ekran, do tego ładny interfejs przypominający wyglądem MacOS'a, kilka zabawnych programów, ekranowa klawiatura i przeglądarka internetowa – tak to wygląda. Pozostałe możliwości zależą już od dodatkowych aplikacji, jakie zostaną wgrane. I to jest pewien ból. No, ale jak wydałeś tyle kasy na zabawkę, to pewnie wydatek na dodatkowe programy w AppStore jakoś przełkniesz. A poza tym, zawsze są jeszcze aplikacje w chmurze. Z pomocą Google Docs stworzysz przecież przyzwoity dokument. Nie wiadomo wprawdzie, do czego tu akurat jest potrzebny iPad, no ale to już inna historia...
Zaczynając ten tekst chciałem zakończyć go deklaracją, że jak nie wiedziałem, do czego służy iPad, tak nie wiem i teraz, ale to nieprawda. Wiem. Otóż: za trzy kafle dostajemy bardzo dużego smartfona, który... nie jest telefonem.
Moim zdaniem – to jest genialne!
* kiedy ja się przyglądałem „zabawce”, kosztowała ona 2999 PLN, ale sprzedawca powiedział mi, że wcześniej była to mniejsza suma, a zmiana wynika ze zmian kursu dolara. Co może oznaczać, że i w przyszłości cena może się zmieniać.
** Tak, wiem, to było już w MacBook'ach a może nawet iPhone'ach, ale przecież od tego nie przestało być fajne!
Zady i walety:
+ ładnie wygląda
+ fajny, dotykowy ekran, i inne bajery w stylu przekręcanie ekranu
+ bateria długo trzyma
+ można szpanować
- potrafi tyle co zwykłe smartfony, a nawet mniej
- czasem się lekko zacina, zwłaszcza kiedy obracamy ekran podczas wykonywania jakiejś aplikacji
- mało aplikacji dostępnych od razu
- klawiaturę ekranową projektowali chyba sadyści;)
- wysoka cena (dla niektórych to zaleta pewnie, w końcu to Apple...)
- uboga wersja podstawowa
** Tak, wiem, to było już w MacBook'ach a może nawet iPhone'ach, ale przecież od tego nie przestało być fajne!
Zady i walety:
+ ładnie wygląda
+ fajny, dotykowy ekran, i inne bajery w stylu przekręcanie ekranu
+ bateria długo trzyma
+ można szpanować
- potrafi tyle co zwykłe smartfony, a nawet mniej
- czasem się lekko zacina, zwłaszcza kiedy obracamy ekran podczas wykonywania jakiejś aplikacji
- mało aplikacji dostępnych od razu
- klawiaturę ekranową projektowali chyba sadyści;)
- wysoka cena (dla niektórych to zaleta pewnie, w końcu to Apple...)
- uboga wersja podstawowa







