Witamy naszych czytelników po przerwie!
Była ona spowodowana z jednej strony nawałem różnych zajęć mniej lub bardziej poważnych, takich jak sesja czy loty w kosmos; a z drugiej strony przez banalną awarię, a konkretnie – przez wyłączenie DNS-a, dzięki któremu działała domena jakiwindows.pl.
Teraz jednak wszystko wróciło już do normy – i oto powracamy my – dwóch lamerów, myślących że potrafią pisać o komputerach. Jeśli miałeś jakieś nadzieje, że na dobre zniknęliśmy z internetu – to niestety musimy Cię zawieść. Jeszcze tu jesteśmy i zamierzamy trochę pobyć.
Była ona spowodowana z jednej strony nawałem różnych zajęć mniej lub bardziej poważnych, takich jak sesja czy loty w kosmos; a z drugiej strony przez banalną awarię, a konkretnie – przez wyłączenie DNS-a, dzięki któremu działała domena jakiwindows.pl.
Teraz jednak wszystko wróciło już do normy – i oto powracamy my – dwóch lamerów, myślących że potrafią pisać o komputerach. Jeśli miałeś jakieś nadzieje, że na dobre zniknęliśmy z internetu – to niestety musimy Cię zawieść. Jeszcze tu jesteśmy i zamierzamy trochę pobyć.
Do rzeczy. Dzisiaj chciałbym się zastanowić, który z ogólnopolskich sklepów ze sprzętem komputerowym jest najlepszy. Wszyscy wiemy, że czasami człowiek musi opuścić swoją norkę z komputerem podpiętym do netu nie tylko dlatego, że od czasu do czasu wypadałoby coś na przykład zjeść albo spotkać się z kumplami na piwie. Niekiedy trzeba też zaopatrzyć się w nowego laptopa, kartę graficzną, płyty CD czy kartę pamięci. I wtedy odwiedzamy właśnie te miejsca...
Najlepsze oczywiście są małe sklepiki, w których sprzedawcę, pana Zenka, Piotrka czy Adasia znamy osobiście – i gdzie możemy liczyć na swojski klimat, miłą atmosferę transakcji i – być może – nawet „krechę”. Gdzie możemy dostać „spod lady” jakiś atrakcyjny towar (na przykład genialną obudowę w atrakcyjnej cenie... 10zł – to akurat mój przykład) albo ekstremalny przykład testu wytrzymałości mechanicznej myszy marki Logitech. Tam, gdzie złożą nam ukochanego peceta z dowolnie wybranego złomu i jeszcze dadzą na to gwarancję. No ale małe sklepy nie zawsze są pod ręką, a poza tym one czasami bankrutują i może się zdarzyć, że któregoś pięknego dnia nie znajdziemy naszego ulubionego „Kompjuter – softu” albo „Super-kompjuter-serwisu” tam, gdzie on miał zwyczaj od dawna się mieścić.
Są na szczęście większe sklepy, najczęściej duże sieci o zasięgu ogólnokrajowym albo przynajmniej regionalnym. Właśnie na ich podstawie postanowiłem uczynić skromny ranking – i pokazać Wam, gdzie chodzić warto, a gdzie niekoniecznie.
Rzecz jasna, piszę na temat zagadnienia, na którym się nie znam, dlatego pewne kryteria są poza moim zasięgiem. Nie zrobiłem na przykład kompleksowego porównania cen. Poważnie, jedyna zmienna, według której jestem w stanie jakoś sensownie porównać sklepy, to ich „fajność”, ogólne wrażenie, jakie na człowieku pozostawiają.
Właśnie dlatego ranking zawiera tylko trzy pozycje. Pozostałe sklepy są pod tym względem tak kiepskie, że z miejsca stąd wyleciały. Są one w stanie doprowadzić do takiego obciachu, jak fatalna obsługa (to stosunkowo rzadko), albo jak ściany pomalowane na biało (to już częściej, niestety), albo w ogóle sprawić, że nie pamiętam ich nazwy.
No dobra. Kto jest najgorszy?
3. Nasz ranking otwiera Media Markt. Niestety, poza nienajgorszymi cenami podstawowych artykułów, takich jak myszki (najprostszego – czyli najlepszego – A4Techa dostałem tam kiedyś za 9zł) albo płyty CD, ma niemal same wady. Przede wszystkim te reklamy z głupimi powiedzonkami „Powinni tego zabronić”, albo „nie dla idiotów!”. Kto im k... te teksty wymyślał!
Słyszy się niekiedy o akcjach typu: podnosimy po cichu ceny o 22%, a po tygodniu czy dwóch wracamy do stanu poprzedniego i trąbimy, że sprzedajemy po cenach, jakby nie było „VAT-u”. No ale nawet nie sprawdzałem. Nawet zresztą jeśli takie pogłoski są prawdziwe, to nie są one najgorszą cechą tego czerwonego sklepu.
Najgorsze, że MediaMarkt to masówka. Sprzedaje się tam nie tylko komputery i drukarki, ale także pralki, zestawy Hi-Fi i elektryczne nocniki. Przez to, zanim dojdziesz do odpowiedniej półki, mija twój obiad. Do tego wszystkiego lokalizacja w dużych centrach handlowych oraz agresywne kampanie reklamowe sprawiają, że klienci walą tu drzwiami i oknami. Stąd obsługa sklepu jest zalatana prawie zawsze, ma mało czasu na odpowiadania na pytania o pierdoły, jest niespecjalnie uprzejma i trochę spocona.
Tak więc, do MediaMarkt udajemy się w ostateczności, gdy mamy dużo czasu na kontemplację, gdy nie przeszkadza nam przy tym tłum, oraz gdy... chcemy być pewni że znajdziemy towar.
Albowiem na dużej powierzchni sklepu da się zgromadzić, i zwykle gromadzi się, szeroki asortyment w odpowiedniej ilości. Pomijając oczywiście dzikie promocje, no ale to inny temat.
2. Kolejna sieć to Vobis. Tutaj wszystko wygląda znacznie lepiej. Po pierwsze, salony Vobisu są mniejsze i rozsiane nieco gęściej, dlatego trafić tutaj łatwiej. Wydają się one także bardziej „elitarne”. Tu praktycznie zawsze jest cicho i spokojnie, nikogo w środku nie ma (naprawdę nie wiem, jak te sklepy się utrzymują...). To nie miejsce na dzikie tłumy, gdzie facet co kupuje dwie pralki bez żenady wynosi za pazuchą jeszcze kompaktowy aparat fotograficzny i paczkę baterii.
Jest tu schludnie, czysto i profesjonalnie. Każda transakcja jest indywidualna, pokażą ci jak co działa, na pytania odpowiedzą, płytkę z Windowsem dołożą, jeśli taka jest przewidziana w zestawie.
Wszystko to sprawia, że Vobis to świetny pomysł na kupno laptopa.
Vobis prawił też dobre wrażenie, jako pierwsza firma sprowadzając do Polski egzemplarze iPada. To wprawdzie złom, ale złom lubiany i – chyba – poszukiwany.
Wprawdzie niekiedy obsługa sprawia wrażenie że patrzy na ciebie nieco z góry, że jesteś frajerem i do tego się nie znasz na komputerach, albo że twój ubiór wskazuje, że jesteś biedny i nie masz czego tu szukać. Ale to można wybaczyć, poza tym, jeśli odniosłeś podobne wrażenie, to najprawdopodobniej tak jest;)
To wrażenie oczywiście nigdy nie wejdzie w sferę jakiejkolwiek nieuprzejmości – i być może nawet spowodowane jest wyłącznie przez kolor firmowych koszul – no ale jest.
1. No i wreszcie – the best of the best. Sferis.
Sklepy Sferis są do pewnego stopnia podobne do Vobisu. Różnice są znaczące, ale subtelne. I nie mówię tu o kolorystyce znaków firmowych.
Po pierwsze, tutaj czasem się widuje jakichś klientów. Co więcej, oni bardzo często coś kupują.
Po drugie, kiedy wchodzisz to odnosisz wrażenie, że tu nic nie ma. Może jakieś dwa – trzy laptopy i jakaś fikuśna myszka, ale nic poza tym. A już na pewno nie towar, po który przyszedłeś. No, ale potem zjawia się sprzedawca (robi to tak szybko, że nie zdążyłeś się odwrócić i pójść gdzie indziej) i pyta czego potrzebujesz. Okazuje się że mają takie coś i nawet jest wybór;-)
Po trzecie... No właśnie: obsługa. To chyba najlepiej nauczeni swojego zawodu sprzedawcy, jakich mogła nam dać sieć sklepów komputerowych. Nigdy nie odniesiesz wrażenia, że człowiek z którym rozmawiasz wie na temat rozmowy mniej, niż ty. Poza tym uprzejmi, ubrani w firmowe stroje. Ani śladu tej Vobisowej wyższości, niezależnie od tego, co kupujesz. Kartę pamięci za parę złotych? Notebook za parę tysięcy? Tu zawsze jesteś najważniejszy i wiesz, że sprzedawcę zatrudniono po to, by ci pomógł.
Fakt, że ma on ci pomóc w wydaniu pieniędzy, no ale zawsze to cieszy.
Tak więc Sferisowi gratulujemy! To naprawdę fajne sklepy.