Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wieczór z Open Source 2011 - poprowadź własny wykład!

Jeśli ktoś śledzi tego bloga od czasu jego powstania (btw. gratulujemy cierpliwości ;-) to na pewno pamięta, że byliśmy na spotkaniu organizowanym przez ekipę thecamels.org o jednoznacznej nazwie Wieczór z Open Source 2010. Byliśmy tam, dobrze się bawiliśmy i nawet o tym napisaliśmy . Nie da się ukryć też, że dla łódzkich fanboyów linuksa (i nie tylko dla nich!) jest to jedno z najważniejszych wydarzeń roku. Czekaliśmy na edycję 2011 i wygląda na to, że doczekaliśmy się. No, dobrze, na razie jest zapowiedź :) O tyle nie typowa, że poza uczestnictwem można spróbować wbić się ze swoim własnym tematem i poprowadzić na ten temat prelekcję.

Z przyjemnością odszczekuję!

W poprzednim wpisie próbowałem opisać systuację polskiego fana muzyki, który chciałby kupić oryginalny utwór w internecie. Wybrałem przykład dość znanej piosenkarki, Moniki Brodki. I zacząlem wyzłośliwiać się na to, że kupić piosenki nigdzie nie można. Tak się złożyło, że wpis trafił na Wykop . Właśnie przejrzałem komentarze stamtąd i te, które pojawily się pod samym wpisem. Najważniejszy wniosek: Okazuje się, że JEDNAK SIĘ DA!

I jak tu nie być piratem?

Temat praw autorskich w internecie jest ostatnimi czasy popularny, ale i — zgrany. Wiele się mówi o propozycjach wprowadzenia nowych przepisów, mających na celu ograniczenie powszechnego w internecie nieodpłatnego kopiowania utworów. O sprawie rozmawiają parlamenty i organizacje „chroniące” „prawa twórców”, a także przedsiębiorstwa zajmujące się wydawaniem muzyki. Niekiedy powie coś niecoś nawet jeden z artystów. Tak się jakoś składa, że zazwyczaj w tym kontekście narzeka się na osoby, które te pliki sobie pobierają.

Czyżby pierwszy taki film?

Chciałbym napisać dziś o filmie „The Social Network”. Od razu wyjaśniam: tak, wiem że to żadna nowa produkcja. Sam ją oglądałem w kinie jakieś pół roku temu. Jednak pewna ciekawa myśl na temat tego filmu przyszła mi do głowy dopiero teraz.

Test nowego Ubuntu;-)

Ponieważ wreszcie nadeszła ta wiekopomna data — 28 kwietnia 2011 — kiedy to wychodzi najnowsza, najbardziej wypasiona edycja systemu operacyjnego Ubuntu*, chcielibyśmy jako pierwsi przedstawić jej pełny test. Jest jednak pewien problem...

Technologia Flash w odwrocie

Jakiś czas temu pisaliśmy na temat coraz większych "kłopotów", jakie ma we współczesnym świecie technologia Flash (obecnie kojarzona z firmą Adobe, znawcy tematu na pewno przypomną sobie też nazwę Macromedia). Ma je zresztą słusznie, ale o tym już było. Wtedy pisaliśmy, ze na Flasha obraził się Steve Jobs, wobec czego produkty z logiem nadgryzionego jabłka nie miewają od jakiegoś czasu domyślnej obsługi tego formatu. To spora uciążliwość, bo przecież, żeby daleko nie szukać, cały serwis YouTube Flashem stoi. Zawsze, żeby dało się oglądać filmiki, trzeba było mieć w przeglądarce odpowiednią wtyczkę. Albo używać Google Chrome, no ale to na jedno wychodzi;)

NOKIA + MICROSOFT = POCZĄTEK KOŃCA?

Dzisiejszy dzień to szczególna data dla fanów produktów fińskiego giganta. Nowym prezesem koncernu Nokia od kilku dni jest Stephen Elop, przedtem pracownik Microsoftu. Jak nietrudno się domyślić zmiany, które zaproponował dziś na konferencji są w dużym stopniu niepokojące. Pomijam tu sprawy reorganizacji samej firmy, bo to jako odbiorcę końcowego mało mnie interesuje. Ale fakt, że nowe smartfony będą wyposażane w system Windows Phone, zaś ciekawie zapowiadający się MeeGo odchodzi na boczne tory opensource'owej ciekawostki jest załamujące. Mało tego, Nokia zapowiada daleko idącą współpracę z koncernem z Redmond, np. Ovi Maps, będzie w pewien sposób zintegrowane z wyszukiwarką Bing.  Właściwie każdy zdrowo myślący człowiek powinien mi teraz powiedzieć - panikujesz człowieku! Przecież to zwiększy różnorodność oferty na rynku, wreszcie będzie jakaś konkurencja dla Apple i Google jeśli chodzi o smartfony. Ale wiecie co? Nie lubię produktów Microsoftu. Jakoś zawsze, w przeciwieństwie do...