Jakiś czas temu pisaliśmy na temat coraz większych "kłopotów", jakie ma we współczesnym świecie technologia Flash (obecnie kojarzona z firmą Adobe, znawcy tematu na pewno przypomną sobie też nazwę Macromedia). Ma je zresztą słusznie, ale o tym już było.
Wtedy pisaliśmy, ze na Flasha obraził się Steve Jobs, wobec czego produkty z logiem nadgryzionego jabłka nie miewają od jakiegoś czasu domyślnej obsługi tego formatu. To spora uciążliwość, bo przecież, żeby daleko nie szukać, cały serwis YouTube Flashem stoi. Zawsze, żeby dało się oglądać filmiki, trzeba było mieć w przeglądarce odpowiednią wtyczkę. Albo używać Google Chrome, no ale to na jedno wychodzi;)
Wtedy jeszcze byliśmy w stanie zastanawiać się, czy ludzie z Apple to szaleńcy, czy też wizjonerzy. Wobec informacji, jakie ostatnio podano (na przykład tutaj), okazuje się, że podobne pytania przestają mieć rację bytu: chłopaki wiedzieli, co robią. Otóż: coraz więcej filmów w portalu YouTube działa nie za pomocą tego wstrętnego Flasha, tylko dzięki technologii WebM. Jak narazie, jest to ok 30% filmów, za to takich, które generują na stronie największy ruch. Zatem mamy duży postęp, którego udało się do tej pory nikomu nie zauważyć;-)
No cóż, co to za pies, ten WebM, to się jeszcze okaże, ale raczej wątpię, abyśmy musieli na niego narzekać aż tak, jak na Flasha. Pozostaje się cieszyć, że Moja wizja świata® ;-) jest słuszna i po linii.
Czego i Państwu życzę;-) Dobranoc.
