Temat praw autorskich w internecie jest ostatnimi czasy popularny, ale i — zgrany. Wiele się mówi o propozycjach wprowadzenia nowych przepisów, mających na celu ograniczenie powszechnego w internecie nieodpłatnego kopiowania utworów. O sprawie rozmawiają parlamenty i organizacje „chroniące” „prawa twórców”, a także przedsiębiorstwa zajmujące się wydawaniem muzyki. Niekiedy powie coś niecoś nawet jeden z artystów. Tak się jakoś składa, że zazwyczaj w tym kontekście narzeka się na osoby, które te pliki sobie pobierają.
Spróbujmy może jednak przyjrzeć się nie samym kopiującym, a ich sytuacji. Bo — tak w polskich warunkach — cóż oni tak naprawdę dostają od twórców i wydawców? Jaka jest alternatywa wobec najprostszego znalezienia przykładowej piosenki na Wrzucie i zapisania jej na dysk? Czy można zachować się zgodnie z życzeniem artystów i sprzedawców muzyki i nie pobierać muzyki za darmo z nielegalnych źródeł, tylko właśnie kupować utwory ulubionych artystów? Słowem: czy można w naszym pięknym kraju NIE BYĆ piratem?
Najlepiej chyba zobrazować to sobie, wizualizując konkretny przypadek. Przypuśćmy więc, że usłyszałem w radiu piosenkę Moniki Brodki „Szysza” i bardzo mi się ona spodobała. (Mniejsza o to, piosenkarka czy piosenka). Mówiąc krótko: chcę to mieć! Chcę słuchać tego utworu kiedy tylko zechcę. A zechcę na pewno, przecież to świetna piosenka. Nastrój na jej odsłuchanie mogę mieć wszędzie. I współczesna technologia mi to umożliwi: na głośnikach przy moim komputerze, podczas jazdy samochodem, na spacerze.
Robię więc to, co oczywiste:
Ojcze Google: monika brodka szysza site:wrzuta.pl
A nie, wróć!!! Przecież jestem uczciwym fanem i w ten sposób postępować nie mogę. Jeszcze raz:
monika brodka szysza kup mp3
Co się okazuje? Otóż: nie da się. Po prostu nie jest możliwe znalezienie w polskim internecie jakiejkolwiek strony, na której można byłoby kupić ten kawałek. Zupełnie młoda, popularna artystka, grająca nowoczesną muzykę. Gwiazda. Żyjący ze sprzedaży tej nowoczesnej muzyki wydawcy płyt. I co?
I dupa.
Pomyślałem jednak, że może źle szukam. Dlatego spróbowałem podejść do sprawy z nieco większą pokorą. Może Brodka nie jest aż tak popularna, może nie spozycjonowały się w wyszukiwarkach odpowiedzi na pytanie o kupno jej utworów. Może jeśli spytamy o utwór w konkretnym sklepie internetowym, to go znajdziemy? Trzeba bowiem Państwu wiedzieć, że na pytanie o „kup mp3” i na kilka podobnych, zgłasza się kilka stron. Honor polskiego „przemysłu muzycznego” ratuje m. in. serwis „Soho” oraz jeszcze jeden czy dwa sklepy, których nazwy nawet nie zapamiętałem. Niestety, Monika Brodka jest tam nieznana. A przynajmniej, nie są znane jej piosenki — bo już miniaturkę okładki płyty zobaczyć niekiedy można. Żeby sprawdzić, czy w ogóle sklep działa, zapytałem o innych polskich śpiewaków.
Okazuje się, że utwory takiego np. zespołu Emigranci są jak najbardziej dostępne. „Na falochronie” możemy bez problemu kupić, a wcześniej posłuchać fragmentów. No więc: działa, da się.
A co z Kazikiem? Wspominam tutaj właśnie o nim, ponieważ jest on postacią znaną z konsekwentnej i prowadzonej od dawna walki przeciwko piractwu. Zaczął słynnym zdaniem „Kto kupuje płyty od złodzieja jest kutasem i niech spierdala”. Napis powstał jeszcze w tych czasach, kiedy najtańsze utwory nie pochodziły z sieci p2p, lecz od typków o ciemnej cerze, handlujących na miejskich targowiskach.
No więc, co z Kazikiem? Ano, dokładnie to, co z Monika Brodką. Nie ma.
Kazik, jak mamy nie piracić twoich utworów, kiedy ich nam nie sprzedajesz?!
No dobra, ja jednak nie zrezygnowałem z Moniki Brodki. I jeszcze się nie poddałem. Mamy dwie możliwości. Właściwie obie ograniczają się do kupienia płyty.
Na moje pytanie o Monikę Brodkę odpowiedziały w wynikach wyszukiwania także trochę bardziej znane z nazwy sklepy: Empik oraz Merlin. Ich oferta sprowadza się do możliwości zamówienia przez internet płyty, która przyjdzie do mnie pocztą. Czyli, zanim posłucham Brodki, minie... w zasadzie tyle, ile zechce Poczta Polska. A właściwie to jeszcze więcej, bo przecież wtedy, kiedy przychodzi listonosz, nie ma mnie w domu, więc będę musiał biegać na pocztę później. Jeśli będę miał na to czas w godzinach otwarcia placówki, a to też nie jest zupełnie oczywiste. Raczej słaba opcja.
Zawsze też mogę się przejść do najbliższego Empik-u, zmawiając po drodze modlitwę, żeby tylko płyta w sklepie była. Przy dobrych wiatrach, zajmie to godzinę. „Przy dobrych wiatrach” oznacza, że akurat mam czas żeby do sklepu wyskoczyć, że płyta w sklepie jest (bo jak nie będzie, to oczywiście sprowadzą, a wtedy trzeba będzie znowu poczekać parę dni i znowu iść do sklepu...), że nie ma ataku zimy itd. A ja przecież chciałem tylko posłuchać piosenki!
Zastanówmy się też nad kosztami. Najtańsza płyta w sklepie kosztuje ok 30 zł, większość jest droższa (tutaj doceniamy Kazika, który — o ile nic się nie zmieniło od czasów, kiedy jeszcze kupowałem płyty Kultu — dba o przystępne ceny). „Granda”, kosztuje ok. 40 zł (w jednym sklepie widziałem nawet 35). Trochę drogo, biorąc pod uwagę, że kupuję to dla jednej jedynej piosenki, którą jeszcze przed chwilą chciałem mieć za wysłanie SMS-a kosztującego jakieś 3 złote.
Ale w porządku, uczciwość wobec artysty wymaga poświęceń;> Załóżmy więc, że pofatygowałem się do sklepu lub złożyłem zamówienie w sklepiku wysyłkowym i „nabyłem droga kupna” album Moniki Brodki. Mam przed sobą pachnącą świeżością płytę. Biorę ją do lewej ręki, do prawej telefon... Zaraz, coś mi tu nie pasuje. W ten sposób sobie nie posłucham.
Nie ma tak lekko. Żebym mógł posłuchać muzyki, muszę jeszcze wykonać kilka dodatkowych czynności:
Płytę w tym momencie mogę już wyrzucić — nie użyję jej nigdy więcej.
Czy naprawdę w drugim dziesięcioleciu XXI wieku musimy być skazani na kupowanie muzyki w tak nieefektywny sposób, na nośniku wynalezionym 30 lat temu? Na nośniku — dodajmy — którego mało kto tak na dobrą sprawę używa do odtwarzania muzyki? Czy to tak ma wyglądać ów XXI wiek w Polsce?
Tak się właśnie w dzisiejszych czasach zachęca odbiorców muzyki do kupowania oryginalnych utworów. Równie dobrze można byłoby sprzedawać muzykę na woskowych bębnach.
Wróćmy do naszej wizualizacji i do pani Moniki, do momentu, w którym nic jeszcze nie kupiłem. Siedzę sobie przed komputerem i zastanawiam się, jakie mam perspektywy, chcąc wreszcie usłyszeć piosenkę. Darować sobie tę całą uczciwość, czy może jednak pomęczyć się tydzień z płytą, za którą słono przepłacę? Pomęczyć się...? Ee... A może... Innym razem? No dobra:
monika brodka szysza site:wrzuta.pl...
Spróbujmy może jednak przyjrzeć się nie samym kopiującym, a ich sytuacji. Bo — tak w polskich warunkach — cóż oni tak naprawdę dostają od twórców i wydawców? Jaka jest alternatywa wobec najprostszego znalezienia przykładowej piosenki na Wrzucie i zapisania jej na dysk? Czy można zachować się zgodnie z życzeniem artystów i sprzedawców muzyki i nie pobierać muzyki za darmo z nielegalnych źródeł, tylko właśnie kupować utwory ulubionych artystów? Słowem: czy można w naszym pięknym kraju NIE BYĆ piratem?
Najlepiej chyba zobrazować to sobie, wizualizując konkretny przypadek. Przypuśćmy więc, że usłyszałem w radiu piosenkę Moniki Brodki „Szysza” i bardzo mi się ona spodobała. (Mniejsza o to, piosenkarka czy piosenka). Mówiąc krótko: chcę to mieć! Chcę słuchać tego utworu kiedy tylko zechcę. A zechcę na pewno, przecież to świetna piosenka. Nastrój na jej odsłuchanie mogę mieć wszędzie. I współczesna technologia mi to umożliwi: na głośnikach przy moim komputerze, podczas jazdy samochodem, na spacerze.
Robię więc to, co oczywiste:
Ojcze Google: monika brodka szysza site:wrzuta.pl
A nie, wróć!!! Przecież jestem uczciwym fanem i w ten sposób postępować nie mogę. Jeszcze raz:
monika brodka szysza kup mp3
Co się okazuje? Otóż: nie da się. Po prostu nie jest możliwe znalezienie w polskim internecie jakiejkolwiek strony, na której można byłoby kupić ten kawałek. Zupełnie młoda, popularna artystka, grająca nowoczesną muzykę. Gwiazda. Żyjący ze sprzedaży tej nowoczesnej muzyki wydawcy płyt. I co?
I dupa.
Pomyślałem jednak, że może źle szukam. Dlatego spróbowałem podejść do sprawy z nieco większą pokorą. Może Brodka nie jest aż tak popularna, może nie spozycjonowały się w wyszukiwarkach odpowiedzi na pytanie o kupno jej utworów. Może jeśli spytamy o utwór w konkretnym sklepie internetowym, to go znajdziemy? Trzeba bowiem Państwu wiedzieć, że na pytanie o „kup mp3” i na kilka podobnych, zgłasza się kilka stron. Honor polskiego „przemysłu muzycznego” ratuje m. in. serwis „Soho” oraz jeszcze jeden czy dwa sklepy, których nazwy nawet nie zapamiętałem. Niestety, Monika Brodka jest tam nieznana. A przynajmniej, nie są znane jej piosenki — bo już miniaturkę okładki płyty zobaczyć niekiedy można. Żeby sprawdzić, czy w ogóle sklep działa, zapytałem o innych polskich śpiewaków.
Okazuje się, że utwory takiego np. zespołu Emigranci są jak najbardziej dostępne. „Na falochronie” możemy bez problemu kupić, a wcześniej posłuchać fragmentów. No więc: działa, da się.
A co z Kazikiem? Wspominam tutaj właśnie o nim, ponieważ jest on postacią znaną z konsekwentnej i prowadzonej od dawna walki przeciwko piractwu. Zaczął słynnym zdaniem „Kto kupuje płyty od złodzieja jest kutasem i niech spierdala”. Napis powstał jeszcze w tych czasach, kiedy najtańsze utwory nie pochodziły z sieci p2p, lecz od typków o ciemnej cerze, handlujących na miejskich targowiskach.
No więc, co z Kazikiem? Ano, dokładnie to, co z Monika Brodką. Nie ma.
Kazik, jak mamy nie piracić twoich utworów, kiedy ich nam nie sprzedajesz?!
No dobra, ja jednak nie zrezygnowałem z Moniki Brodki. I jeszcze się nie poddałem. Mamy dwie możliwości. Właściwie obie ograniczają się do kupienia płyty.
Na moje pytanie o Monikę Brodkę odpowiedziały w wynikach wyszukiwania także trochę bardziej znane z nazwy sklepy: Empik oraz Merlin. Ich oferta sprowadza się do możliwości zamówienia przez internet płyty, która przyjdzie do mnie pocztą. Czyli, zanim posłucham Brodki, minie... w zasadzie tyle, ile zechce Poczta Polska. A właściwie to jeszcze więcej, bo przecież wtedy, kiedy przychodzi listonosz, nie ma mnie w domu, więc będę musiał biegać na pocztę później. Jeśli będę miał na to czas w godzinach otwarcia placówki, a to też nie jest zupełnie oczywiste. Raczej słaba opcja.
Zawsze też mogę się przejść do najbliższego Empik-u, zmawiając po drodze modlitwę, żeby tylko płyta w sklepie była. Przy dobrych wiatrach, zajmie to godzinę. „Przy dobrych wiatrach” oznacza, że akurat mam czas żeby do sklepu wyskoczyć, że płyta w sklepie jest (bo jak nie będzie, to oczywiście sprowadzą, a wtedy trzeba będzie znowu poczekać parę dni i znowu iść do sklepu...), że nie ma ataku zimy itd. A ja przecież chciałem tylko posłuchać piosenki!
Zastanówmy się też nad kosztami. Najtańsza płyta w sklepie kosztuje ok 30 zł, większość jest droższa (tutaj doceniamy Kazika, który — o ile nic się nie zmieniło od czasów, kiedy jeszcze kupowałem płyty Kultu — dba o przystępne ceny). „Granda”, kosztuje ok. 40 zł (w jednym sklepie widziałem nawet 35). Trochę drogo, biorąc pod uwagę, że kupuję to dla jednej jedynej piosenki, którą jeszcze przed chwilą chciałem mieć za wysłanie SMS-a kosztującego jakieś 3 złote.
Ale w porządku, uczciwość wobec artysty wymaga poświęceń;> Załóżmy więc, że pofatygowałem się do sklepu lub złożyłem zamówienie w sklepiku wysyłkowym i „nabyłem droga kupna” album Moniki Brodki. Mam przed sobą pachnącą świeżością płytę. Biorę ją do lewej ręki, do prawej telefon... Zaraz, coś mi tu nie pasuje. W ten sposób sobie nie posłucham.
Nie ma tak lekko. Żebym mógł posłuchać muzyki, muszę jeszcze wykonać kilka dodatkowych czynności:
- znaleźć w domu jakiś komputer z działającym napędem CD,
- odpalić go, włożyć do napędu płytę i skompresować wybrany przeze mnie utwór do formatu mp3 lub ogg. A najlepiej do obu, bo telefon nie łyka ogg. Spoko, góra 45 minut zabawy,
- skopiować pliki na jakiś napęd flash; niestety to zajmie parę minut, stary komputer nie ma USB 2.0,
- skopiować pliki do komputera, telefonu, odtwarzacza mp3.
Płytę w tym momencie mogę już wyrzucić — nie użyję jej nigdy więcej.
Czy naprawdę w drugim dziesięcioleciu XXI wieku musimy być skazani na kupowanie muzyki w tak nieefektywny sposób, na nośniku wynalezionym 30 lat temu? Na nośniku — dodajmy — którego mało kto tak na dobrą sprawę używa do odtwarzania muzyki? Czy to tak ma wyglądać ów XXI wiek w Polsce?
Tak się właśnie w dzisiejszych czasach zachęca odbiorców muzyki do kupowania oryginalnych utworów. Równie dobrze można byłoby sprzedawać muzykę na woskowych bębnach.
Wróćmy do naszej wizualizacji i do pani Moniki, do momentu, w którym nic jeszcze nie kupiłem. Siedzę sobie przed komputerem i zastanawiam się, jakie mam perspektywy, chcąc wreszcie usłyszeć piosenkę. Darować sobie tę całą uczciwość, czy może jednak pomęczyć się tydzień z płytą, za którą słono przepłacę? Pomęczyć się...? Ee... A może... Innym razem? No dobra:
monika brodka szysza site:wrzuta.pl...
