Na ten temat już pisano, na
przykład w tym
miejscu. Dlatego też w niniejszym tekście nie znajduje się
nic, ale to nic oryginalnego. Ukazuje się on jednak, bo częste
rażące, irytujące błędy językowe należy piętnować, najlepiej
zanim staną się powszechnie obowiązującą normą. Przedstawiam
zatem listę trzech najbardziej w ostatnim czasie irytujących mnie
dziwactw i pomyłek, jakie spotykam czytając sporą ilość tekstów.
Dla pocieszenia dodam, że ci, których tak tu piętnuję, po
pierwsze, mają okazję naprawić swoje postępowanie, po drugie zaś:
nie są w jakimś złym towarzystwie, o ile oczywiście cenią sobie
towarzystwo osób piszących dla Onetu. Wspominam tu zresztą akurat
Onet, bo to przykład wybitnie jaskrawy i niepedagogiczny. Jeden z
większych portali, czytany przez rzesze odbiorców, a szanuje ich
jak ostatnie szmaty. Ilość błędów, jakie znajduję przeciętnie
w jednym ich artykule jest tak duża, że zaczynam podejrzewać, że
to celowa robota.
Może jednak przejdźmy do
rzeczy. Ostatecznie, powinienem pisać na temat.
No właśnie, na temat,
nie w temacie. Ludzie często piszą: tyle w tym temacie,
nie wypowiadam się w tym temacie. Błąd. Nie można mówić
w temacie, bo to tak, jakby smarować w bułce albo
kupować na sklepie. W — skojarzmy z w środku,
wewnątrz. Tak samo, jak kupujemy w sklepie, to
wypowiadać się możemy w domu, w miejscu publicznym,
w internecie, w kiblu... gdziekolwiek byle na
temat. Albo przeciwnie, bredzić nie na temat. W każdym razie
nie wypowiemy się na miejscu publicznym w danym
temacie, tylko w miejscu publicznym i na temat. Proste,
prawda?
Uwaga, istnieją wyjątki. Np. można napisać coś w temacie na forum, gdzie tematami nazywa się poszczególne wątki, można też jakąś informację umieścić w temacie wiadomości e-mail.
Mieć/posiadać
— to kolejna rzecz, która działa mi na nerwy. Odróżnienie tych dwóch wyrazów też sprawia użytkownikom
polszczyzny sporo trudności, a to ze względu na pozorne
podobieństwo. Często są one uznawane wręcz za synonimy. Trzeba
wiedzieć jednak, że istnieją pomiędzy tymi słowami istotne
różnice.
Przede wszystkim, posiadanie
jest czynnością zarezerwowaną wyłącznie dla człowieka. Wiąże
się także zazwyczaj z jakąś wartością. Posiadać — to nie
tylko mieć, ale i być właścicielem, kontrolować,
używać. Osoba zamożna to ktoś, kto posiada duży
majątek. Majątku nie może jednak posiadać kura albo most.
Słówko mieć
natomiast jest przyporządkowane do rzeczy i nie ma związku z
wartością. Można oczywiście mieć mercedesa, ale można
też mieć pryszcze na twarzy. Analogicznie, niejeden pies ma
pchły, jednak żaden pies pcheł nie posiada. Tak więc
samochód ma, a nie posiada, zainstalowane poduszki
powietrzne, herbata ma gorzki smak, a wujek posiada
kolekcję numizmatów. Masz — ale nie posiadasz — nos.
Oczywiście liczy się też luz. Niekiedy odstępstwo od tego, co napisałem wyżej, jest do zaakceptowania. Ale tylko niekiedy.
Myślę, że przytoczone
przykłady pokazują wyraźnie, w czym rzecz.
Do potworków, których
nienawidzę najbardziej, należy też słówko funkcjonalność.
Jest ono używane błędnie tak powszechnie, że czasami jestem tym
aż zdziwiony. Inteligentni, wykształceni ludzie, a mówią takie
rzeczy! Owego potworka używa się na przykład tak: Ostatnia
wersja aplikacji oferuje wiele nowych funkcjonalności.
W znaczeniu: wiele nowych opcji, pozwalających zrobić coś, na co
nie pozwalała wersja poprzednia.
Tymczasem funkcjonalność
to wcale nie jest to! Funkcjonalny — to inaczej przydatny,
praktyczny, zmyślny,
użyteczny. Funkcjonalny jest fotel, który umożliwia
regulację wysokości siedziska i pochylenia oparcia, jest wygodny; a
jeśli będzie umożliwiał także zrobienie masażu pleców, będzie
to właśnie jakaś jego funkcja.
Zwróćmy uwagę, że funkcji jeden przedmiot może mieć wiele, ale
funkcjonalności — żadnej. Może być albo i nie być
funkcjonalny, ale nie może funkcjonalności mieć (ani tym bardziej posiadać...).
Zapamiętajmy więc: w nowej
wersji programu dołożono wiele procedur, rozwiązań,
opcji czy możliwości, jakich nie miał on wcześniej.
To są jego funkcje, dzięki którym jest on funkcjonalny.
A nie odwrotnie.
