Przejdź do głównej zawartości

Funkcja, głupcze!


Na ten temat już pisano, na przykład w tym miejscu. Dlatego też w niniejszym tekście nie znajduje się nic, ale to nic oryginalnego. Ukazuje się on jednak, bo częste rażące, irytujące błędy językowe należy piętnować, najlepiej zanim staną się powszechnie obowiązującą normą. Przedstawiam zatem listę trzech najbardziej w ostatnim czasie irytujących mnie dziwactw i pomyłek, jakie spotykam czytając sporą ilość tekstów. Dla pocieszenia dodam, że ci, których tak tu piętnuję, po pierwsze, mają okazję naprawić swoje postępowanie, po drugie zaś: nie są w jakimś złym towarzystwie, o ile oczywiście cenią sobie towarzystwo osób piszących dla Onetu. Wspominam tu zresztą akurat Onet, bo to przykład wybitnie jaskrawy i niepedagogiczny. Jeden z większych portali, czytany przez rzesze odbiorców, a szanuje ich jak ostatnie szmaty. Ilość błędów, jakie znajduję przeciętnie w jednym ich artykule jest tak duża, że zaczynam podejrzewać, że to celowa robota.
Może jednak przejdźmy do rzeczy. Ostatecznie, powinienem pisać na temat.
No właśnie, na temat, nie w temacie. Ludzie często piszą: tyle w tym temacie, nie wypowiadam się w tym temacie. Błąd. Nie można mówić w temacie, bo to tak, jakby smarować w bułce albo kupować na sklepie. W — skojarzmy z w środku, wewnątrz. Tak samo, jak kupujemy w sklepie, to wypowiadać się możemy w domu, w miejscu publicznym, w internecie, w kiblu... gdziekolwiek byle na temat. Albo przeciwnie, bredzić nie na temat. W każdym razie nie wypowiemy się na miejscu publicznym w danym temacie, tylko w miejscu publicznym i na temat. Proste, prawda?
Uwaga, istnieją wyjątki. Np. można napisać coś w temacie na forum, gdzie tematami nazywa się poszczególne wątki, można też jakąś informację umieścić w temacie wiadomości e-mail.
Mieć/posiadać — to kolejna rzecz, która działa mi na nerwy. Odróżnienie tych dwóch wyrazów też sprawia użytkownikom polszczyzny sporo trudności, a to ze względu na pozorne podobieństwo. Często są one uznawane wręcz za synonimy. Trzeba wiedzieć jednak, że istnieją pomiędzy tymi słowami istotne różnice.
Przede wszystkim, posiadanie jest czynnością zarezerwowaną wyłącznie dla człowieka. Wiąże się także zazwyczaj z jakąś wartością. Posiadać — to nie tylko mieć, ale i być właścicielem, kontrolować, używać. Osoba zamożna to ktoś, kto posiada duży majątek. Majątku nie może jednak posiadać kura albo most.
Słówko mieć natomiast jest przyporządkowane do rzeczy i nie ma związku z wartością. Można oczywiście mieć mercedesa, ale można też mieć pryszcze na twarzy. Analogicznie, niejeden pies ma pchły, jednak żaden pies pcheł nie posiada. Tak więc samochód ma, a nie posiada, zainstalowane poduszki powietrzne, herbata ma gorzki smak, a wujek posiada kolekcję numizmatów. Masz — ale nie posiadasz — nos.
Oczywiście liczy się też luz. Niekiedy odstępstwo od tego, co napisałem wyżej, jest do zaakceptowania. Ale tylko niekiedy.
Myślę, że przytoczone przykłady pokazują wyraźnie, w czym rzecz.
Do potworków, których nienawidzę najbardziej, należy też słówko funkcjonalność. Jest ono używane błędnie tak powszechnie, że czasami jestem tym aż zdziwiony. Inteligentni, wykształceni ludzie, a mówią takie rzeczy! Owego potworka używa się na przykład tak: Ostatnia wersja aplikacji oferuje wiele nowych funkcjonalności. W znaczeniu: wiele nowych opcji, pozwalających zrobić coś, na co nie pozwalała wersja poprzednia.
Tymczasem funkcjonalność to wcale nie jest to! Funkcjonalny — to inaczej przydatny, praktyczny, zmyślny, użyteczny. Funkcjonalny jest fotel, który umożliwia regulację wysokości siedziska i pochylenia oparcia, jest wygodny; a jeśli będzie umożliwiał także zrobienie masażu pleców, będzie to właśnie jakaś jego funkcja. Zwróćmy uwagę, że funkcji jeden przedmiot może mieć wiele, ale funkcjonalności — żadnej. Może być albo i nie być funkcjonalny, ale nie może funkcjonalności mieć (ani tym bardziej posiadać...).
Zapamiętajmy więc: w nowej wersji programu dołożono wiele procedur, rozwiązań, opcji czy możliwości, jakich nie miał on wcześniej. To są jego funkcje, dzięki którym jest on funkcjonalny.
A nie odwrotnie.


Popularne posty z tego bloga

Sony ZAMIERZA zakończyć produkcję DYSKIETEK 3,5"

Sony podało arcyciekawą wiadomość. Otóż w tym oto roku  2010 A. D. zamierzają zaprzestać produkcji dyskietek, takich jak ta widoczna na obrazku. Tak, tak, właśnie takich co to mają 1,44MB pojemności i wymagają czytnika, którego na pewno nie spotkamy już w żadnym laptopie, a większość komputerów stacjonarnych ma w miejscu tegoż czytnika zaślepkę w kolorze reszty obudowy... A ostatni taki czytnik opuścił taśmę produkcyjną firmy Sony we wrześniu roku ubiegłego! I jeśli naprawdę Wam się wydaje, że pendrive'y opanowały świat, a zamówienie Zakładu Ubezpieczeń Społecznych na 130 tysięcy takowych dyskietek to ewenement w skali świata, to jesteście w błędzie. W roku 2008 jedna tylko firma Sony sprzedała takich dyskietek 8 milionów sztuk. I to jedynie w Japonii . A najlepiej sprzedającym się urządzeniem peryferyjnym okazał się czytnik dyskietek na USB. Co na to inne firmy? "We've been discussing the death of the floppy for 14 years, ever since CD technology first started comi...

Jak zainstalować OpenOffice 3.2? (DEB)

Jako, że nie wszyscy mają najnowsze OO w repo, a po drugie, nie każdy lubi badziewne brązowe okienko uruchamiania w ubuntu... To napiszę najkrótszy na świecie przewodnik jak to zrobić. Ku chwale gugiela! 1. Otwieramy konsolkę 2. Wywalamy starego śmiecia. Bez obaw - konfigi zostają na dysku. sudo apt-get remove openoffice*.* 3. Wypakujmy, zmieńmy nazwę folderu, dla przykładu teraz będzie /home/przemcio/office cd ~/office/ DEBS  4. Instalujemy... sudo dpkg -i *.deb  5. Na koniec zajrzyj człeku jeszcze do podkatalogu desktop-integration albowiem tam znajdziesz odpowiedź na pytanie czemu zniknęło officowe badziewie z menu i czemu pliki nie kojarzą tego pakietu... Hasta Luego!

Przełomowy Firefox 15 beta już dostępny!

Mozilla Firefox to przeglądarka której nikomu przedstawiać nie trzeba. Jednak od czasu jej wielkiego sukcesu jakim niewątpliwie było zdetronizowanie Internet Explorera upłynęło już sporo wody w Wiśle i czasy się zmieniły. Użytkownicy się zmienili, internet się zmienił, a problemy jakie stwarzał nasz lisek nie zostały rozwiązane przez te kilkanaście już przecież nowych wydań. Pojawiały się nowe wersje i w zasadzie prawie nic (z punktu widzenia użytkownika) się nie zmieniało. Przykład: przeglądarka potrafiła się zachowywać niczym Windows 98 zajmując kolejne megabajty pamięci RAM z każdą nową zakładką i wcale nie zawsze zwalniała pamięć po zamknięciu nawet wszystkich kart.